Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Jak ks. profesor Staniek obronił Kościół przed papieżem

Katolicki świat boi się uciąć gałąź, na której siedzi. Odcięcie się od Piotra, kłamczuszkowatego, banalnego, niepojmującego swojej misji jest gorszym wyjściem, niż pogrążanie się w sprowokowanej przez niego anarchii. Tak się wydaje duchownym wyższej rangi  zrzeszonym w setkach regionalnych episkopatów. Prócz jednego, który zmówił modlitwę o szczęśliwą śmierć papieża.



"Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska" – miał powiedzieć ks. prof. Edward Staniek w homilii wygłoszonej 25 lutego w kościele Sióstr Felicjanek pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Krakowie.

Ksiądz profesor to nie byle kto. Jest specjalistą w dziedzinie patrystyki, doktorem habilitowanym teologii. Wychował świetnie kilkanaście pokoleń kleryków. Jest wziętym rekolekcjonistą, byłym rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej oraz członkiem Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk. Napisał kilkadziesiąt książek, które stanowiły drogowskaz duchowy dla polskich katolików i ich pasterzy.

Na Franciszka dosłownie się wkurzył:

- Wysoki świecznik daje władzę, ale nie daje autorytetu – podkreślał w homilii. - Jeśli papież nie słucha Jezusa z Góry Tabor, to nie uczestniczy w Jego autorytecie.

- Drugim punktem błędnie rozumianego miłosierdzia jest otwieranie drzwi do Eucharystii, pokarmu świętego, dla ludzi, którzy wybierają grzech jako swój świat. (...) Dopuszczenie w Kościele ludzi nieświętych do świętości to profanacja sakramentów – odniósł się do zaleceń posynodalnych ks. Staniek zaznaczając tym samym, że naturą można kierować i sytuacja przymusu seksualnego, o którym bredzi Franciszek i jego latynoskie episkopaty nie istnieje u ludzi cieszących się psychicznym zdrowiem, pełną świadomością i zdolnością woli.

Duchowny przyznał też, że nie wie, czym się kieruje papież i jaki jest cel jego wypowiedzi. - Wiem, jak te wypowiedzi są wykorzystywane w mediach nastawionych na niszczenie Jezusa i Jego Kościoła. Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni - modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca - stwierdził w kazaniu teolog.

Ze strachu zadrżał metropolita Jędraszewski, formalny zwierzchnik emeryta. To on odczuje "nie lubimy was" Watykanu.

Ze stolicy apostolskiej i tak wieje chłodem, więc wszyscy ordynariusze nad Wisłą mają niewiele do stracenia, ale zachowują się tak jakby zaraz miało dojść do pozbawienia ich życia. Polski Kościół ma w kręgach Kurii rzymskiej status podejrzanego, bo nie dość entuzjastycznie wdraża nową antropologiczną linię: więcej otwartości na imigrantów i odmieńców, nienormatywnych mniejszości. Lecz gra toczy się naprawdę o zapatrzone w Polskę globalne chrześcijaństwo, któremu Franciszek nie będzie przewodził zbyt długo, więc chce "narewolucjonizować" w nim jak najwięcej. Gwoli ścisłości to sam zainteresowany przewidywał swoją rychłą śmierć tuż po opublikowaniu kontrowersyjnej adhortacji o "Amorze i Leticji", jak przeinaczają tytuł jego rodzinnego elaboratu złośliwi konserwatyści. Być może Franciszek bał się, że go piorun trafi po zamieszaniu, które wywołał dopuszczeniem do Komunii św. osób rozwiedzionych. Starotestamentalny Jahwe po wywinięciu takiego numeru niechybnie walnąłby błyskawicą.

Ojciec święty żyje. Właściwie obaj, bo Benedykt XVI zrzekł się funkcji administracyjnych, choć symbolicznie nie porzucił białego stroju, tytułu a nawet nie przekazał swojego pierścienia "rybaka".

O ile z przymrużeniem oka można by traktować sędziwego prezbitera z Krakowa, to przecież jego irytacja wyraża bunt konserwatywnych katolików, na których Kościół się opiera, ponieważ oni zapewniają katolicyzmowi demograficzną ciągłość, a nie wymierający lud posoborowy, eksperymentujący z liturgią i moralnością.

Jak problem jest poważny sygnalizuje obstrukcja, która doświadczyła polski episkopat rodzący w bólach już jakiekolwiek odniesienie do adhortacji papieskiej o rodzinie, w której "Najwyższy pasterz" zawarł tyle nieścisłości, sprzeczności i jawnych błędów, w tym czysto logicznych, że nie wiadomo, co z nim począć.

Młode (niemłode) jastrzębie z episkopatu nalegają, by modele zachowań moralnych, w myśl wskazań pasterskich Watykanu były konsultowane ze spowiednikami i podejmowane w sumieniu wierzących, co zapowiada niezłą jatkę kanoniczą. Liberalna mądrość podpowiada: tam wolność moja, gdzie wolność twoja. Chodzi o prawo silniejszego, bezwzględnie honorowane w kulturze indywidualistycznej, czyli w tym przypadku prawo tego kto sprawnie sprzeda - w konfesjonale - łatwiej i szybciej swoją narrację.

Syty będzie i wilk, i owca? Możliwe. Do spowiedzi podejdą dwie osoby złączone węzłem małżeńskim i z pełnym przekonaniem dwóm różnym spowiednikom zapodadzą dwie całkiem sprzeczne wersje tożsamej życiowej historii. O ile w postępowaniu przed Sądem biskupim możliwe - w miarę - było rozstrzygnięcie, czyli wykluczenie tej nieprawdziwej, gdy wchodziły ze sobą - nierzadko - w konflikt, to teraz "przed Bogiem" zakróluje kłamstwo jednej z nich. Po wdrożeniu jakiejś bliżej nieokreślonej instrukcji drugiej stronie pozostanie zawetować postanowienie kierownika duchowego, po tym gdy dowie się, że współmałżonek komunikuje. Gdy przedstawi dowody Kuria biskupia będzie zmuszona zająć stanowisko. Odmawiając Kościół utraci wiarygodność w oczach pokrzywdzonego penitenta i jego bliskich, na przykład dzieci z pierwszego małżeństwa. Rany zadane przez duchownych nie zabliźniają się łatwo. Ludzie skonfrontowani z hipokryzją i niesprawiedliwością Kościoła odchodzą.

To tylko wierzchołek góry lodowej, przez której napór co bardziej świadomi duchowni - ale nie jastrzębie, bo ci nie myślą, albo myślą takimi skrótami, że wszystko im się kojarzy z infantylną otwartością - w episkopacie siwieją.

Ksiądz Staniek znalazł wyjście z tej sytuacji. A bywa, że stary wariat przewidzi rozwój wydarzeń. - Z perspektywy Opatrzności rzecz jest nieunikniona - twierdzi.

Chrystus - który zaślubia Kościół (Lud Boży) - dokonuje wyboru "Piotra". Ludzie tylko ten wybór rozpoznają. Zadanie konsystorza - ciała elektorskiego jest zatem wtórne do czynności wyboru dokonanej przez Jezusa. Jak pokazuje historia, czasami kardynałowie rozpoznają błędnie kandydatury, bo z kilku naraz Piotrów, prawdziwy może być tylko jeden, a w przeszłości zdarzało się ich nawet trzech. W  podobnych chwilach próby i kryzysu namacalnie okazywało się jak bardzo następstwo na stolicy piotrowej jest spersonalizowane przez Pana Jezusa. Gdy umrze Benedykt XVI, Bóg powoła na stolicę apostolską kolejnego księcia apostołów. Kimże jest zatem Franciszek? Ano – w konsekwentnie rozumianej konstrukcji myślowej księdza Stanka - jedynie nieudanym administratorem, któremu zabrakło charyzmy, ale z pewnością nie umiłowanym uczniem powołanym do pełnienia zastępstwa na ziemi w imieniu Pana.

Ekscentryczny profesor jest zbyt biegłym teologiem by bezpodstawnie sugerować Opatrzności takie rozwiązanie, jak równoległe powołanie do wieczności obu starszych "panów". To samo co on pomyślał – przynajmniej przez chwilę – tuż przed swoim odwołaniem prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kard. Gerhard Ludwig Müller. I być może to co wygadał wysoko postawiony hierarcha mediom, bo Argentyńczyk nauczył kurialistów rozmawiać ze sobą poprzez media, było powiedziane w afekcie jako ostrzeżenie kierowane do otoczenia papieskiego, niemniej było to prawdziwe: nie zadzierajcie ze mną - Chrystus nie spojrzał w stronę waszego papieża, spojrzenie miłości utkwione jest w Benedykcie. 

Otóż w rozmowie z Radiem Watykańskim niemiecki purpurat zastrzegł, że jako przewodniczący najważniejszej kongregacji nie pisał nigdy o "papiestwie" jako o jakiejś anonimowej instytucji. Jego zdaniem papieże, to kolejni w szeregu ludzie, których osobowa relacja ma absolutne pierwszeństwo, przed formalnym wyborem - odkryciem przez ludzi. Jak powoływany jest klucznik w praktyce ewangelicznej? Jezus rzekł do Szymona: "Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój". Jest to osobista relacja, która sprawia, że jest to tym samym konkretny urząd.

– Moja opinia jest ogólnie teologiczno-duchowym spojrzeniem na traktowany osobowo papieski urząd - zauważył kardynał. "Istnieje wiele książek na temat papiestwa albo o papieżach - tłumaczył - ale jest ważne to aby o ich posłaniu i misji mówić jako o posłaniu i misji konkretnych ludzi a nie tylko jako o instytucji papieskiego urzędu". Podkreślił też, że Kościół katolicki nie jest "Kościołem papieskim" - jak chciałoby służalcze otoczenie Bergoglio niewiele pojmujące z teologii urzędu piotrowego - ale w jego centrum jest zawsze sam Chrystus.

Macie problemy z liberalizowaniem moralnej nauki Ewangelii? - Kierował retoryczne pytanie do katolików zaniepokojonych skrętem Rzymu w lewo - "Nie wszystko musi koncentrować się na Rzymie" - z ulgą tłumaczył odnosząc się do Soboru Watykańskiego II. Kardynał cytuje obszernie i trafnie "Gaudium et spes".

"Trzeba z jednej strony podkreślać jak ważny jest papież dla jedności całego Kościoła w wierze, ale z drugiej nie należy go ujmować zbyt centralistycznieNie można dobrze służyć papieżowi jeśli uprawia się wokół niego kult osobowości" – podkreślał z niesmakiem. I zrobił przytyk do paplaniny Bergoglio w masowych komunikatorach: "Jest to z pewnością duże zagrożenie w dzisiejszych mediach, że tylko głos papieża jest w nich słyszalny, podczas gdy nie widzi się rzeczywistej kondycji Kościoła tu i teraz".

Wy jesteście Kościołem, zdaje się mówić, przejmując na swój ortodoksyjny i zgodny z tradycją sposób slogan niemieckich permisywistów. "Kościół jako konkretna wspólnota, w myśl biblijnych słów: tam gdzie dwóch czy trzech, pięćdziesięciu zgromadzi się w imię moje, jest pierwotna, najpierw w rodzinie, potem w parafii i szerzej. Konkretne miejsce nie może być przyporządkowywane do czegoś szerszego i ogólnego " - ostrzegał Müller w udzielonym Radiu Watykańskiemu wywiadzie.

Jego zdaniem gloryfikacja papieża bardziej szkodzi urzędowi niż pomaga. "Wiemy już od św. Pawła, że uznał on Piotra za pierwszego, ale w ważnych kwestiach praktycznej realizacji zasad wiary był nieraz wobec niego krytyczny". Nie można było dosadniej wyrazić braku zaufania do zajmującego tron papieski lidera.

- "Zachowanie zewnętrzne musi być zgodne z wewnętrzną postawą, która towarzyszy historii papieży" - kontynuował. "Ich wybór na stolicę Piotrową był wyborem samego Chrystusa, który swoich apostołów nie powołał z grona najpiękniejszych i najsilniejszych, ale prostych ludzi, którzy są świadomi, że nie są nadludźmi, ale zawsze zdani na łaskę Boga" - powtórnie zaznaczył osobistą więź Piotra z Chrystusem niemiecki purpurat. W związku z tym teolog przestrzegł przed przesadnymi oczekiwaniami wobec papieży, gdyż jeśli one się nie spełnią mogą przynieść skutek odwrotny. "Słabości przypisane są człowiekowi a dojrzały chrześcijanin musi być w stanie poradzić sobie ze słabościami i ograniczeniami oficjalnych przedstawicieli Kościoła. Oczywiście cześć i uznanie dla papieży jest dla katolików czymś samozrozumiałym, również dla konkretnego papieża, nie tylko urzędu, ale, proszę, nie przesadzajmy" - zastrzegł duchowny wskazując, że opoka piotrowa jest skałą dla wiernych na tyle, na ile nie wykracza poza Chrystusa odczytywanego w Piśmie świętym i tradycji.

Uczeń Ratzingera zwrócił uwagę, że także oznaki papiestwa ulegają zmianie a papiestwo zawsze niesie z sobą cechy swego czasu, gdyż musi dawać ono odpowiedzi na konkretne okoliczności. "Ale to nie ma nic wspólnego z desakralizacją urzędu biskupiego lub papiestwa. Nie jest możliwe ustanowienie jakiegoś czystego funkcjonalizmu. Kościół jest Ciałem Chrystusa i Ludem Bożym, a nie ustanowioną przez nas organizacją społeczną z jej poszczególnymi wydziałami, które reagują na wewnątrzświatowe sugestie dotyczące jego poprawy" - twierdzi kard. Müller wyraźnie krytykując kurs antropologiczny obrany przez papieża i jego ostentacyjne odejście od "ceremoniału", który zapewniał bardziej ostrożny i wyważony styl wypowiedzi.

Dostojnika za wielokrotną niesubordynację, czyli publiczne komentowanie rozbieżności teologicznych w magisterium Franciszka, spotkała surowa kara. Wbrew obyczajowi został zdymisjonowany i to jednym słowem. Zwierzchnik nie chciał z nim w ogóle rozmawiać. W przemówieniu noworocznym wprost skierował za to słowa nagany do zaczerwieniałego ze wstydu 70-letniego poważanego intelektualisty.

Papież przemawiał:

"(…). Relacja, wiążąca Kurię z Papieżem, winna więc mieć charakter synowskiego posłuszeństwa, aby jak najlepiej służyć".

"Jest to bardzo ważne – Franciszek zaczął stygmatyzować przerażonego Müllera - aby przezwyciężyć ową niezrównoważoną i wypaczoną logikę spisków i małych kręgów, które stanowią w istocie - mimo wszelkich swych usprawiedliwień i dobrych intencji - nowotwór, który prowadzi do autoreferencyjności. Przenika on także do organizmów kościelnych jako takich, a zwłaszcza do ludzi, którzy tam pracują."

"Chodzi więc o osoby – kontynuował - które są starannie wybierane, aby dać większą siłę Ciału i reformie, ale - nie rozumieją szlachetności swej odpowiedzialności – i dają się zdemoralizować przez ambicje lub próżność. A gdy zostają  delikatnie usuwane określają siebie błędnie jako męczennicy systemu, «niedoinformowanego papieża», «starej gwardii» ... zamiast powiedzieć: «mea culpa». Obok tych ludzi są jeszcze inni, którzy wciąż tam pracują, którym daje się wiele czasu, żeby powrócili na właściwą drogę, w nadziei, że w cierpliwości Kościoła odnajdą szansę nawrócenia a nie wykorzystają jej dla siebie. Oczywiście mówiąc te słowa nie zapominamy o zdecydowanej większości osób wiernych, które tam pracują z godnym pochwały zaangażowaniem, wiernością, kompetencją, poświęceniem, a także wielką świętością" – Bergoglio sugerował we właściwym dla siebie, intryganckim stylu.

Omawiając działalność Kurii, Papież użył jeszcze innego porównania. Stwierdził, że powinna ona działać jak anteny nadawcze i odbiorcze. Nadawcze, aby w sposób odpowiedzialny przekazywano wolę Papieża i przełożonych. Ten przekaz domaga się wewnętrznego zaufania, czyli wierności. A Müller - w odczuciu ślepo posłusznej kurii - wierny nie był.

Na pocieszenie, po bezprecedensowej dymisji (ściśle rzecz biorąc nie przedłużeniu mandatu) Benedykt XVI objaśniał upokorzonemu duchownemu, że ten do końca swych dni będzie nauczycielem, bo misja strażnika wiary się nie kończy.

"Eminencjo, drogi bracie – zaczął ciepło mentor wybitnego teologa - kiedy w roku 2012 kardynał Levada z powodu swego wieku opuścił stanowisko prefekta Kongregacji Nauki Wiary, pojawiłeś się, po różnych rozważaniach, jako najbardziej odpowiedni biskup, by otrzymać to zadanie. Arcybiskup Hamer - wówczas sekretarz Kongregacja Nauki Wiary - wyjaśniał, że prefekt niekoniecznie musi być teologiem, ale mędrcem, który rozwiązując problemy teologiczne nie dokonywał by konkretnych ocen, ale rozpoznawał co trzeba czynić w tym czasie dla Kościoła. Podobnie jak w polityce, ostateczna decyzja nie należy do teologów, ale do mędrców, znających aspekty naukowe, ale poza tym potrafiących wziąć pod uwagę całość życia wielkiej wspólnoty".

"W czasach zamętu – komplementował dalej swojego ucznia - w których żyjemy, bardzo ważna wydaje mi się całość naukowej kompetencji teologicznej i mądrość tego, który musi podjąć ostateczną decyzję".

"W Twoich latach rzymskich zawsze byłeś zajęty nie tylko działaniem jako uczony, ale jako mędrzec, jako ojciec w Kościele – podkreślał senior. Broniłeś jasnych tradycji wiary. (…). W międzyczasie twój pięcioletni kontrakt w Kongregacji Nauki Wiary dobiegł końca. W ten sposób nie masz już określonego zadania, ale kapłan, a zwłaszcza biskup i kardynał, nigdy nie przechodzi na emeryturę. Dlatego możesz i będziesz mógł również w przyszłości publicznie służyć wierze, wychodząc od wewnętrznej istoty Twojej misji kapłańskiej i Twojego charyzmatu teologicznego. Wszyscy cieszymy się, że dzięki Twojej wielkiej i głębokiej odpowiedzialności oraz danemu Tobie darowi słowa, będziesz obecny również w przyszłości w zmaganiach naszych czasów o właściwe zrozumienie bycia człowiekiem i bycia chrześcijaninem. (…)".

 

***

 

Dopełnieniem, a zarazem początkiem tej smutnej (niesmutnej) historii jest postawa samego Benedykta XVI, który w swoim akcie rezygnacji dopatrywał się mistycznego natchnienia i głosu Bożego. Ale czy starzec nie oszukiwał siebie?

Piotra Chrystus zawrócił z drogi. Uczeń Pana zdobył się ostatecznie na odwagę, by zawisnąć na krzyżu, głową w dół. Jan Paweł II nie zszedł z krzyża. Ratzinger w duchu niemieckiego pragmatyzmu porzucił papiestwo nie przestając być papieżem i natychmiast Kościół ogarnął bałagan (a nieporządek wbrew temu co głosi Franciszek wcale nie pomaga), którego nie było nawet wtedy, gdy Karol Wojtyła długo chorował i konał jednocząc jak nigdy katolików i sprawując z krzyża ostatnią ofiarę.

Jest w tej smutnej (niesmutnej) historii wiele nadziei. Ekscentryczny profesor Staniek reaguje gniewem a to świadczy o tym, że Kościół żyje i pokonuje przeszkody (por. co pisze św. Tomasz z Akwinu o pasji gniewu), przechodzi próby. Ta konkretna próba – wewnętrznego kryzysu na najwyższych szczeblach - jest paruzyjna i nie ma żadnej wątpliwości, że Kościół tryumfalnie ją przejdzie. Jak? Może wyjaśnił nam to "stary wariat".

Był w "naszych czasach" taki papież, którego Opatrzność nie dopuściła do tronu piotrowego, albo nie obdarzyła łaską wybrania wbrew ludziom, którzy wskazali na niego. Przez długie lata krążyła wśród Włochów plotka, że został otruty. Jan Paweł I miał identyczne poglądy, co Argentyńczyk. Cóż, Bóg ma swoje - nikomu nieznane ścieżki. Może chce przewietrzyć Kościół a za chwilę zamknąć sprawę ?

 

Niepotrzebna im była Ustawa o IPN. Znieśli wolność naukową, żeby ocenzurować rewizjonistów

 



Opcje Artykułu

Jak ks. profesor Staniek obronił Kościół przed papieżem | 1 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Jak ks. profesor Staniek obronił Kościół przed papieżem
skierka nie, 1 kwi 2018, 09:32:20
       

 Bóg Ci zapłać Autorze !

 

 

Szukaj

Menu Użytkownika





Nie masz jeszcze konta? Załóż sobie Nowy Użytkownik
Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń