Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Świadkowie XX wieku - Włodzimierz Siergiejewicz Sołowjow

Ekumenizm zaczął się od niego. Był  Rosjaninem, filozofem, poetą, politykiem, publicystą, historykiem, prawnikiem, teologiem, wizjonerem i mistykiem, przyjacielem Dostojewskiego, obywatelem świata, polonofilem. Żył w latach 1853-1900 ale wpływem swoim sięga do dziś. O każdym z tych obszarów jego działalności można pisać tomy. Postaram się skoncentrować na tym polu, który stanowi największy dorobek jego myśli i czynu - ekumenizmu.

Jak to się zaczęło? W 1866 Watykan w wyrazie protestu przeciwko represjom po Powstaniu Styczniowym zrywa konkordat z Rosją. Jest to jedyny i bezprecedensowy gest tego rodzaju w ówczesnej Europie, która woli  przyjąć do wiadomości, że "porządek panuje w Warszawie". Dziś nikt chyba już o tym geście nie pamięta. Przez wiele lat carska dyplomacja pracuje nad przywróceniem stosunków ze Stolicą Apostolską. W maju 1882 docent Sołowjow, którego obowiązuje zakaz  wykładania (za publiczny apel do cara Aleksandra III o ułaskawienie morderców swojego ojca, Aleksandra II) ma sen: śni mu się, że spotyka na ulicy Moskwy biskupa rzymskokatolickiego i ten udziela mu błogosławieństwa. Rok później starania dyplomacji carskiej przynoszą zamierzony skutek. Do Rosji przyjeżdża nuncjusz Vinzenzo Vanntulli, który ma być obecny na koronacji Aleksandra III w Moskwie, historycznej stolicy koronacyjnej Carów Wszechrusi.  I sen sprawdza się całkowicie: Sołowjow spotyka Vanntullego na ulicy i prosi go o błogosławieństwo. Katolicki hierarcha i dyplomata waha się. Nie wie jak może być przyjęty taki gest publiczny, błogosławieństwo dla "schizmatyka". Sołowjow pochyla głowę, tłum patrzy, biskup powoli podnosi rękę i błogosławi byłego docenta. Jest to symboliczny gest, od którego zacznie się nowa era, era ekumenizmu. Zapamiętajmy tę datę: maj 1883.

Sołowjow, który wcześniej  odchodził i przychodził do chrześcijaństwa, rozpoczyna nowy rozdział swojego życia. Najpierw zaczyna poznawać Kościół rzymskokatolicki. Jego doktrynę, tradycję, historię, teologię, obrządek. Interesuje się ideami XVII wiecznego myśliciela chorwackiego Juraja Kriżanica. Człowieka, który udał się do Rosji, gdzie próbował szerzyć ideę wspólnoty słowiańskiej i zjednoczenia Kościoła. Został wygnany (niektóre  źródła podają, że był zesłany na Sybir), zamieszkał w Polsce, gdzie wziął udział w wyprawie wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego.

Studiuje myślicieli zachodnich. Dochodzi do wniosku, że katolicyzm i prawosławie są jedną i tą samą religią, co wtedy było absolutną rewelacją. Że Kościół Chrystusowy jest "Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski" i nie ma siły ludzkiej, która mogłaby go rozerwać. Że tzw. "schizma z roku 1054" była grzechem ludzkim, nazywa ją "sporem jednego kardynała z jednym partiarchą" i nie przyjmuje jej do wiadomości. Dla niego ciągle Kościół jest Jeden. Nie ma żadnych dwóch Kościołów: prawosławnego i katolickiego jest tylko Jeden Kościół Powszechny, którego Głową jest Jezus z Nazaretu, Chrystus i Zbawca. Ponieważ przymiotnik "katolicki" oznacza tyle co "powszechny" ale w codziennym użytku odnosi się do Kościoła łacińskiego, rzymskiego, zachodniego, Sołowiow utworzy nowy przymiotnik na określenie Kościoła Powszechnego: "katholicki", potem z niego zrezygnuje.

W roku 1886 wyjeżdża  do Chorwacji (na polecenie wewnętrznego głosu - motyw tajemniczego głosu wzywającego Sołowjowa do podróży w nieznane towarzyszyć mu będzie przez całe życie), gdzie pracuje nad swoim fundamentalnym dziełem "Historia i przyszłość teokracji". Kieruje do papieża Leona XIII memoriał, w którym streszcza poglądy wyrażone w tej książce - zbawienia ludzkośći (mesjanizm!!!) mają  dokonać narody słowiańskie zjednoczone pod berłem cara Rosji oraz Kościół katholicki uznający prymat biskupa Rzymu. Gdy w 1887 roku wychodzi jego dzieło, musi wielokrotnie powtarzać, że nie jest apostatą prawosławnym, że dopiero po przemyśleniu tych spraw "czuje się bardziej prawosławny niż kiedykolwiek", jak napisał do metropolity Petersburga.

Swoje poglądy stara się rozpowszechnić, gdzie tylko może. Spotyka się z przedstawicielami różnych kręgów, w tym rosyjskich jezuitów, którzy odnoszą się do nowatorskich idei Sołowjowa bardzo krytycznie i podejrzliwie. Tłumaczy, że tylko narody słowiańskie pod przewodnictwem największego z nich mogą ponownie doprowadzić do pełnej jedności Kościoła kierowanego na ziemi przez papieża rzymskiego. Nie oznacza to bynajmniej, że Sołowjow jest apologetą Kościoła rzymskokatolickiego. Dostrzega w pełni wszystkie jego historyczne błędy: pogoń za dobrami materialnymi i władzą doczesną, pychę, sięganie po środku przymusu (ten motyw znajdujemy w "Legendzie o Wielkim Inkwizytorze" Dostojewskiego, pisanej pod wpływem Sołowjowa). Dostrzega też i wady Kościoła prawosławnego: podporządkowanie władzy kościelnej państwu, pychę, nietolerancję . 

Ciekawe, że  w swoim artykule "O władzy duchownej w Rosji" z 1881 oskarża "po równo", przypisując mniej więcej te same grzechy prawosławiu jak i katolicyzmowi. Ale uważa, że wszystko to jest drugorzędne wobec Nieskalanego Depozytu Wiary, który niesiony jest z pokolenia na pokolenie przez obie części Kościoła. Sołowjow widzi potrzebę organizacyjnej konsolidacji i przywództwa w Kościele. Bez tego Kościół będzie niesprawnym narzędziem, nie będzie mógł skutecznie prowadzić misji ewangelizacyjej, czyli realizować swojego podstawowego celu, będzie zepchnięty "do kruchty". Uznaje naturalny prymat biskupa Rzymu jako następcy św.Piotra ale nie jako głowy Kościoła, bo tą jest Chrystus. Papieża widzi raczej w roli przywódcy administratora, koordynatora, arbitra w rozstrzyganiu sporów, których inaczej się nie da rozstrzygnąć. Taki sposób sprawowania prymatu definiował jako "papiestwo" i przeciwstawiał temu pojęciu pojęcie "papizmu", czyli rodzaj państwa, centralistycznej monarchii kościelnej, gdzie papież jest "proboszczem" świata a biskupi są "wikarymi" wykonującymi bez szemrania polecenia "szefa". Kościół Katholicki widziany przez Sołowjowa miał być bogaty różnorodnością, z zasadą autonomii lokalnej  określonej przez pierwsze sobory. Postulat Sołowjowa: to państwo ma być na podobieństwo Kościoła, a nie Kościół udawać państwo. Wizja w owych czasach wszystkich szokująca. Z jednej strony papież-więzień Watykanu, w tiarze i lektyce, a z drugiej Cerkiew administrowana przez Synod na czele z cywilnym oberprokuratorem, którego nominował car. 

System władzy w Kościele nazywa "swobodną teokracją", gdzie poszanowane są wolność sumienia  i to, co dziś nazwalibyśmy naturalnymi prawami człowieka. W swojej analizie katolicyzmu i prawosławia Sołowjow mozolnie ale bardzo skutecznie oddziela to co mniej istotne od tego co ważne, to co fundamentalne i  łączne od tego, co drugoplanowe i pozorne. Zajmuje się również protestantyzmem, uznając go za nieodłączną część Kościoła. Część, która zareagowała na wynaturzenia "papizmu" i stanęła w obronie trzech istotnych cech Kościoła: autonomii lokalnej, rozdziału władzy świeckiej od kościelnej i wolności sumienia jednostki (Sołowjow konsekwentnie podkreśla, że "papizm" nie jest istotą ale wynaturzeniem katolicyzmu i przypomina, że Rzym to nie tylko "nowy Babilon", jak określali go protestanci ale przede wszystkim Stolica Św.Piotra). Analizując doktrynę protestatncką dochodzi jednak do wniosku, że na skutek zmian dogmatycznych protestantyzm jest co prawda równoprawny z katolicyzmem i prawosławiem  na płaszczyźnie moralno-historycznej, to jednak, na skutek zerwania z Tradycją apostolską, jest on "poza" Kościołem - prawosławni i katolicy są "w". Nie ma mowy więc o wspólnocie mistycznej, dopóki nie nastąpi powrót protestantyzmu do Tradycji. Badając samą Reformację stwierdza, że ostatecznie udowodniła ona, że nie można utrzymać jedności Kościoła na bazie centralizmu, przymusu i braku wolności sumienia. Podkreśla jednak, że Reformacja stała się zarzewiem okrutnych wojen, chaosu i rozpadu politycznego Zachodu.

Istotne miejsce w rozważaniach Sołowjowa stanowi problem zjednoczenia Kościoła rozumianego w sensie procesu technicznego. Czyli w skrócie: zgadzamy się co do tego, że Kościół ma być jeden ale jak to zrobić? Zjednoczenie musi odbywać się w duchu wolności i obejmować wszystkich. Niedopuszczalne jest zjednoczenie Kościoła na bazie kompromisu, dyplomatycznych ustępstw i kalkulacji zysków/strat dokonywanych przez elity pod przymusem "potrzeby chwili", tak jak to miało miejsce w przypadku wcześniejszy prób zjednoczenia (Unia Liońska, Unia Florencka, choć o tym ostatnim wypowiadał się z dużym szacunkiem). Nie ma mowy o tym, by jedna strona narzucała coś drugiej, np. obrządek liturgiczny. Absolutnie niedopuszczalne jest wchłonięcie jednej części Kościoła przez drugą. Zjednoczenie ma rozpocząć się od tego, że stwierdza się, że w dalszym ciągu istnieje mistyczna i nierozerwalna łączność prawosławia i katolicyzmu. Bez tej jedności zbliżenie organizacyjno-strukuralne nie ma żadnego znaczenia i absolutnie żadnego sensu. Ważne jest uznanie, że obie tradycje są dla siebie komplementarne i mogę siebie na wzajem ubogacić, więcej: jedna bez drugiej nie może egzystować, są sobie niezbędnie potrzebne. Zjednoczenie trzeba zacząć nie od wymieniania  błędów drugiej strony ale od analizy własnych błędów. Ważne jest zrozumienie, że błędy czyjeś nie mogą być przenoszone na ogół Kościoła na zasadzie "pars pro toto". Pisze Sołowjow: "należy przede wszystkim uwolnić własną prawdę od elementów samochwalstwa i egocentryzmu, zdobywa się dzięki temu umiejętność zrozumienia i uznania prawdy drugiej strony".  Nie może się skończyć li tylko na mistycznym zjednoczeniu. Musi zaistnieć widzialna i odczuwalna jedność Kościoła katholickiego, w której zejdą się ze sobą nurty katolicki i prawosławny. Po zjednoczeniu tych nurtów ma nastąpić zjednoczenie w Kościele protestantów (zwracam uwagę na to określenie, często podkreślane przez Sołowjowa: "w Kościele", to nie jednoczą się Kościoły ale "w Kościele" ma miejsce zjednoczenie). Potrzebujemy bowiem ich poczucia wolności sumienia, ich kultu Pisma Świętego.

Bardzo ciekawe miejsce w tym procesie przewiduje Sołowjow dla Polski. Uznając immanentną przynależność naszego kraju do zaawansowanej kultury łacińskiej i jego radykalną odmienność w stosunku do kultury i wiary w Rosji, Sołowjow postuluje zaprzestanie wszelkich prób rusyfikacji, ortodoksyzacji czy jakiejkolwiek dominacji Rosji nad Polską, bo i tak nie przyniesie to skutków, jak pisał "Polska nie zginęła i nie zginie". Rusyfikacja powoduje tylko narastanie wrogości między Polakami i Rosjanami. W ramach teokratycznej unii Rosja-Watykan, Polska miałaby czołową siłą jako największy katolicki kraj słowiański. Miałaby być w awangardzie zbawiania świata przez Słowian w Kościele. Dzięki zjednoczeniu Kościoła znikną fundamentalne, cywilizacyjne różnice między Rosjanami a Polakami, bo znów "będziemy jednym".
 
 W roku 1891 Rosję nawiedza po raz pierwszy od wielu lat klęska głodu. Wstrząsa to Sołowjowem. Nie tyle sam fakt głodu ale totalna klęska administracji państwowej w walce z tym zjawiskiem. Skorumpowana, zacofana i  niewydolna biurokracja samodzierżawia nie jest w stanie dostarczyć potrzebującym żywności, Kościół też nie jest w stanie udzielić pomocy ludziom. Sołowjow zdaje sobie sprawę, że samodzierżawny system nie może niczego dokonać, jest u kresu swoich możliwości, nie ma mowy o zjednoczeniu ludów, zjednoczeniu Kościoła. I ma rację. Za 14 lat Rosja carska poniesie druzgoczącą klęskę w wojnie z Japonią a za 26 lat nie będzie jej.  Porzuca nadzieję w  triumf "polityki chrześcijańskiej" rozumianej jako sojusz tronów: carskiego i papieskiego. W kwestiach politycznych zaczyna ewoluować w stronę liberalizmu, czegoś, co dziś nazywamy "społeczeństwem obywatelskim", "państwem prawa". Publikuje dwie książki "Apologia dobra" i "Prawo i moralność". Nie porzuca jednak, a wręcz przeciwnie ekumenicznego nurtu swojej myśli. W 1896 przyjmuje z rąk katolickiego księdza (i to do tego obrządku bizantyjsko-rosyjskiego) Komunię Świętą. Znany prawosławny teolog Jerzy Klinger interpretuje ten gest jako wyraz uznania interkomunii. Sołowjow miał przy tej okazji odczytać trydenckie wyznanie wiary, choć Klinger twierdzi, że tak naprawdę odczytał swoje własne, "ekumeniczne" wyznanie wiary bardzo podobne do trydenckiego. Ówcześni obserwatorzy, szczególnie  grekokatolicy, przyjmują ten gest Sołowjowa jako akces do Kościoła katolickiego (i to rytu wschodniego, bo w nim odbywała się cała ceremonia), rzymscy katolicy jako akces do Kościoła rzymskokatolickiego (boć Credo trydenckie). Prawosławni zarzucają mu apostazję, bo doktryna prawosławna akcentuje związek miejsca przyjmowania Eucharystii św. z przynależnością kościelną Dziś widzimy, że żadna z ówczesnych interpretacji nie wyraża pełni rozumienia gestów Sołowjowa. Sołowjow był cały czas w Kościele i gestami tymi podkreślał przynależność do niego.

Ostatni okres życia Sołowjowa, to okres pesymizmu. Wizja  lat wcześniejszych, że przyszłość jest świetlana  ustępuje przekonaniu, że Królestwo Boże przyjdzie dopiero wtedy, gdy na ziemi dokona się królestwo Antychrysta. W skrócie: musimy przejść przez mękę aby być zbawionymi. W roku 1899 napisał dzieło "Trzy rozmowy", w którym jest rozdział "Opowieść o Antychryście", gdzie wyłożył swoje poglądy tamtego czasu. Trzeba przyznać, że intuicję miał genialną. Przeczuwał "epokę pieców" i "ziemi nieludzkiej" jak mało kto precyzyjnie.  Moja babka, osoba niewykształcona i nie mająca pojęcia o kimś takim jak Solowjow, zapytana przeze mnie jak okresliłaby czas II Wojny Swiatowej, którego była świadkiem i ofiarą, powiedziała: "To był czas Antychrysta na ziemi".

W roku 1897 Sołowjow zachorował i chciał przyjąć Komunię św. z rąk księdza  prawosławnego. Ten odmówił mu, twierdząc, że jest unitą a nie prawosławnym. Przez kolejne trzy lata nie spowiada się. Dopiero na łożu śmierci przyjmuje Komunię św. z rąk prawosławnego księdza, po uprzednim przyznaniu się do błędów i wyrażeniu żalu. Sołowjow umiera  w 1900, zostaje pochowany na cmentarzu Klasztoru Nowodiewiczego w Moskwie. Na grobie jego zostają umieszczone dwie ikony: grecka ikona Zmartywchwstania z napisem "Chrystus powstanie z martwych" i łacińska Matka Boska Ostrobramska z napisem "In memoria aeterna erit iustus".
 
Jednym z uczniów Sołowjowa  i kontynuatorów jego misji był Wiaczesław Iwanow (1866-1949). To on po raz pierwszy użył określenia "oba płuca tego samego Kościoła", powtarzanego tak często przez Jana Pawła II. Papież nawiązuje do myśli i postawy życiowej Sołowjowa, np. w encyklice "Fides et ratio", gdzie stawia go w jednym rzędzie z największymi teologami Kościoła, czy liście pasterskim "Orientale Lumen".

Polecam szczególnie lekturę tego ostatniego w świetle tego co napisałem o rosyjskim myślicielu.

Tak oto Jan Paweł II wypowiada się o Sołowjowie w setną rocznicę jego śmierci:
"Wspominając tego wybitnego Rosjanina, człowieka niezwykłej głębi, który bardzo mocno odczuwał też dramat podziału chrześcijan i pilną potrzebę ich jedności, pragnę wezwać do modlitwy o to, aby wierzący w Chrystusa na Wschodzie i na Zachodzie mogli jak najszybciej odzyskać pełną jedność. Aby to nastąpiło, wszyscy muszą się nawrócić do żywego Chrystusa, tego samego wczoraj, dziś i na wieki, a wprowadzając bezkompromisowo w życie Jego Ewangelię stawać się zaczynem nowej ludzkości. Taką modlitwę zanosimy dzisiaj do nieba, wspomagani przez Najświętszą Maryję Pannę, Stolicę Bożej Mądrości, ku której teraz zwracamy się z ufną modlitwą".
Gdyby trzeba było streścić  w dwóch zdaniach ideę ekumenizmu Włodzimierza S.Sołowjowa, to ten cytat byłby doskonały.

Artykuł został nadesłany przez Czytelnika VerbaDocent. Serdecznie dziękujemy.



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040427220933908

No trackback comments for this entry.
Świadkowie XX wieku - Włodzimierz Siergiejewicz Sołowjow | 8 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
milka czw, 29 kwi 2004, 11:00:05

kapitalny artykul! moje gratulacje panu Verbadocent! i podziekowania dla adminow za mozliwosc poznania takich historycznych ciekawostek.

pozdrawiam serdecznie
maral
 
kot czw, 29 kwi 2004, 13:22:14
To była niezwykła, piękna i interesująca postać. Był fragmentem tego wielkiego wpół-mistycznego a wpół-racjonalistycznego dążenia do zjednoczenia ludzkiej nauki, filozofii z chrześcijańską religią, która znalazła znakomitego kontynuatora w Wiaczesławie Iwanowie, ale miała też bardziej niepokojący ciąg dalszy w Fiodorowie i poszukiwaniach "teurgicznych". Myślę, że istotnie zapoczątkował ekumenię katolicko-prawosławną. Formuła, którą wygłosił w 18 lutego 1896 roku była następująca: "Как член истинной и досточтимой восточной православной церкви, говорящей голосом своих великих отцов и учителей, я признаю высшим судьей в деле религии апостола Петра, живущего в своих преемниках...".
 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń