Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny

Historia piekła

Wydawać by się mogło, że "Historia piekła" Alice K. Turner powinna się zacząć od czasów, w których narodziło się chrześcijaństwo. Okazuje się jednak, że to, co nazywamy piekłem, ma znacznie starszy rodowód. Różnie nazywane, było obecne w świadomości człowieka już w najdawniejszej starożytności. Książka Turner dotyczy ludzkich wyobrażeń na temat piekła jako miejsca.

Niecodzienność ujęcia polega na tym, że autorka interesuje się przede wszystkim mieszkańcami piekielnej przestrzeni i jej powtarzalnymi elementami. Ów "widok na piekło" to obraz ogromnie interesujący, nabierający szczególnego znaczenia właśnie teraz, kiedy to Pasja Mela Gibsona wywołuje tak wiele namiętnych dyskusji i sporów.

[...] Jak sobie ludzie wyobrażają piekło? Jak doszło do tego, że powstały właśnie takie jego obrazy? Jak na przestrzeni wieków zmieniała się jego topografia? Piekło wywierało nadzwyczajny wpływ na twórców. Poeci i artyści zawsze interesowali się piekłem, badali je na przeróżne, dziwne sposoby. Teologicznie rzecz biorąc, wyszło ono dziś z mody, ale wydaje się, że w mniemaniu większości ludzi nadal jest bardziej rzeczywiste niż Kraina Czarów, Atlantyda, Walhalla czy inne miejsca powstałe w ludzkiej wyobraźni. Dzieje się tak z powodu wagi, zakresu i ogromu starożytnej tradycji, twórczej inwencji, analitycznych dysput, dyktatorskich dogmatów, a także prostej i trudnej wiary, które przez długi czas - przez tysiące lat - współuczestniczyły w próbach nakreślenia mapy zaświatów. Krajobraz piekła jest największym zbiorowym przedsięwzięciem konstrukcyjnym w historii wyobraźni, głównymi jego architektami byli twórcy-giganci: Homer, Wergiliusz, Platon, Augustyn, Dante, Bosch, Michał Anioł, Milton, Goethe, Blake i wielu ludzi. (fragment książki)

 

"Historia piekła", Alice K. Turner. Wydawnictwo Marabut, Rok wydania: 2004. ISBN: 83-89650-05-3

 



Opcje Artykułu

Trackback

Trackback URL for this entry: http://www.kosciol.pl/trackback.php/20040602170226984

No trackback comments for this entry.
Historia piekła | 2 komentarzy
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Integrysta czw, 3 cze 2004, 10:53:19
Wiem tylko, ze w wielu angielskich wyobrażeniach jest specjalny krąg piekła dla wszystkich... Francuzów. ;-)

---
Pozdrawiam
Jakub Jerzy Skoczylas

Per signum Crucis de inimicis nostris libera nos, Deus noster.

 
Xylomena wto, 25 paź 2005, 17:27:35

  Piekło nie jest pojęciem kreślonym wyobrażeniami, a więc trzymajacym się ludzkiej kultury z powodu przekazu, tradycji. Nawet opuszczając tą nomenklaturę "piekło" , doświadczymy nauki o nim. Mowiąc wprost - o jego wpisaniu w prawo Boskie dotyczące człowieka.


    Nie przywiązuję szczególnej wagi do snów i do niczego takiego nie namawiam, niekiedy jednak potrafią one wywołać niepokój na tak konkretny temat, że trudno się nad nimi nie zastanowić. Jeden z moich dzisiejszych był tego rodzaju. I zobaczcie czy nie o piekle, chociaż ani słowo diabeł, ani pieklo w nim nie padało.
    Sklep czy biuro, w którym miałam dopełnić jakiegoś sprawunku opuściłam z niczym. Dopiero wychodząc na ulicę dostrzegłam niekorzystną dla siebie zmianę, jakby skutek tranzakcji. Znajome miejsce zamieniło się w obce - obrosłe fabrycznymi budynkami ze starej cegły, bez ani jednego domostwa. W drogę, którą zamierzałam dojść do domu nie było nawet sensu się zagłębiać. Mężczyźni, których wzięłam za policjantów w nowym (czarnym) umundurowaniu, z bliska okazali się tylko upiorami. Nie wywoływali lęku, bo pomimo zbierania przy mnie, zdawali się zachowywać z pokorą - wyczekująco. Ale życie w świecie składającym jedynie z nich nie mogło być dla mnie. Coś pomyliłam...
    Wróciłam do kontuaru, przy którym już stanęła kolejka składająca z upiorów. Odepchnęłam petentów bez tłumaczenia, bo ja jeszcze miałam sprawę ludzką. Musiałam się dowiedziać czego nie dopełniłam!
    Obsługująca wszystkich starucha, zeschnięta na mumię, poszła szukać odpowiedzi w jakiejś skrytce i przyniosła wiadomość:
    - Testamentu...
    Starałam się skupić wszystkie myśli na tym, co ja właściwie mam zrobić, skoro nie mam żadnego majątku. A  upiory zaczęły się przede mną zasłaniać i chować za przepierzeniami. Ich zachowanie uważałam za niewspółmierne do moich możliwości, bo słowo testament ani trochę nie naprowadzało mnie na jakieś konkretne działanie.
    Bezsilność intelektualna obudziła mnie (całkiem nie rano, jak to przy snach napraszających o zapamiętanie).

   Samo piekło przypomniało mi, że jest i że czeka na mnie, jeżeli nie uporam się z rozważeniem swojego zaniedbania. I staram się rozważyć.

   Jakie znaczenie w potępieniu, bądź zbawieniu, może mieć fakt, kto po mnie dziedziczy? Nie roztrząsam kwestii - co dzidziczy - bo nie może być istotna w przypadku osoby bez mienia (chyba że licząc, jako takie, dzieci, albo pismienne wypociny, których nikt nie zamawia, więc i nie płaci). Chm... Gdybym jednak wyobraziła sobie, że ja jestem z jakimś dziedzictwem, choćby potencjalnym (może kiedyś komuś przydzie do głowy wydać moje produkty?), to przyjrzyjmy się na kim by spoczęło, że należy mi się za to aż potępienie.

    Mam męża (po cywilnemu patrząc), jedno dziecko z pierwszego małżeństwa (też cywilnego) i troje dzieci z obecnego. Pierwsze dziecko nie ma związku prawnego z moim drugim mężem (nie jest przysposobione), więc wydawałoby się, że w przypadku mojej śmierci miałby prawo dostać rentę rodzinną (o ile nie majątek większy po matce). Niestety prawo nie chce tak działać. Syn już jest bezdomnym studentem, który nie ma dostępu do świadczeń socjalnych, stypendiów i nie da się na to nic poradzić, bo teoretycznie jego rodzina składa się z zamożnego ojczyma (a nawet jak niezamożnego, to takiego, który żadnych zaświadczeń czy świadczeń mu nie daje - np. nieubezpiecza zdrowotnie, bo jest prywatnym przedsiębiorcą, któremu wolno ubezpieczać wybranych członków rodziny). Alimentów nigdy nie dostał, bo sąd mi powierzył utrzymywanie dziecka po rozwodzie i prawo uznaje go za dobrze utrzymywanego, skoro mam męża (na którego utrzymaniu ja jestem). To że w ogóle nie jest utrzymywany, a nawet można go było bezkarnie wyzucić z domu, nikogo nie interesuje - w sądzie nie zadziałała żadna sprawa przeciwko tak szlachetnej personie, która przyjęła pod swój dach nie swoje dziecko. Rozwodu nie dostałam z uwagi na tzw. dobro dzieci i nie mam na taki szans, bo nie pracuję (prywatnie na adwokata mnie nie stać, a nieprywatnie mam odmowy adwokata z urzędu z powodu tzw. nieumiejętności wykazania, że mnie nie stać czyli braku zaświadczenia o dochodach męża). Procesów o same alimenty też nie udało mi się przeprowadzić. Z opieki społecznej nie przysługuje mi nawet zgłoszenie do ubezpieczenia zdrowotnego, bo mąż SIĘ  ubezpiecza, a ustawa mówi, że jestem najbliższym uprawnionym do takiego zgłoszenia członkiem rodziny. (Kaczyńskiemu należała się prezydentura za pomysł na zmianę  prawa do leczenia, chociaż o takim jego działaniu pewnie nawet nie słyszał - nie głosowałam na niego, ale daj mu Boże.)

    Co ja mogę na to poradzić, że polityka państwa wydziedziczyła ze spadkobrania po mnie moje rodzone dziecko (czyniąc na dodatek spadkobiercami jakiś nieznanych mi buddystów, jak należy się spodziewać po moim "mężu", który jest z nimi związany)? Przecież nie dokonałam tego ja osobiście (nie mam woli wydziedziczenia żadnego dziecka, to nie moja religia).
    Czy jak wydziedziczę męża testamentem, to pomoże to moim dzieciom wrócić do roli spadkobierców po mnie (ten bezdomny syn dostanie rentę rodzinną?)? Trudno mi to ogarnąć, najchętniej bym kogoś zabiła nim umrę, za to prawo jakie w tym kraju funkcjonuje (pewnie dlatego nie boję się upiorów ze snów).

  Gdzie popełniam błąd? Bo nie widzę jak odepchnąć swoje piekło (dla mnie przeznaczone), chociaż we śnie mi się to udaje.

    Małgorzata Karska-Wilczek

 

 

 

 

 

 

 


  

---
Xylomena

 

Szukaj

Menu Użytkownika






Nie pamiętasz hasła?

Polecamy





EWST.pl
Senior.pl
e-commerce.pl
com-media.pl
egospodarka.pl

Facebook

Patronat Kosciol.pl


Piotr Lorek, Motyw wygnania a doktryna piekła w Nowym Testamencie


Gorące tematy



  • Wszystkich Świętych i Halloween
  • In vitro
  • Tadeusz Rydzyk i Radio Maryja
  • Lustracja
  • Kreacjonizm i ewolucjonizm
  • Harry Potter
  • Pedofilia i molestowanie
  • Aborcja
  • Eutanazja
  • Homoseksualizm
  • Unieważnienie, stwierdzenie nieważności małżeństwa
  • Sonda

    Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    1/1: Czy stosowanie kary śmierci jest zgodne z postawą chrześcijańską?

    Zdecydowanie tak 83,05%
    Raczej tak 1,66%
    Raczej nie 2,91%
    Zdecydowanie nie 11,65%
    Nie wiem 0,73%

    | 4,266 głosów | 0 komentarzy

    Wydarzenia

    W najbliższym czasie nie ma żadnych wydarzeń