Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny


 Forum > Kościoły a... > Kwestie moralne Nowy wątek Odpowiedz
 Wgryzając w demonologię
 |  Wersja do druku
Małgorzata Karska-Wilczek
 październik 28 2005 15:10  (Czytany 1632 razy)  
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 10/14/05
Postów:: 52

Nie napiszę, że każdą rozbieżność doświadczeń między ludźmi można klasyfikować według wielkości i kształtu, bo nie można, dlatego każdy robi z tej przestrzeni co mu się widzi (wyobraża). Jeden wedle niej zrobi podział na głupiego i mądrego, inny - bliźniego i obcego, ktoś jeszcze - chorego i zdrowego itd., byle uchwycić przeciwieństwo uzasadniające odmienność doświadczeń własnych (czy grupy).
Najdalej idący podział w takim różnicowaniu (doświadczeń empirycznych, doznań), to podział na człowieka i bestię, a w liczbie mnogiej - ludzi i demony.
Jeślibym napisała, że granice tego ostatniego podziału można wytyczać błędnie, to pewnie nie napotkałabym ani jednego adwersarza - osoby wyrywającej do polemiki - bo nie potrzeba mieć do tego doświadczeń własnych, żeby uznawać, że w dziejach świata polowania na osoby opętane i sposoby ich likwidowania czy uzdrawiania nie miały ani spójnego podłoża (motywacji), ani jednorodnych teorii, jakimi dowodami wykazuje się istnienie demonów (demona w człowieku).
Ciekawsze wydaje mi się rozważenie konkretnych współczesnych wskaźników podziału na ludzi i demony. Takich, których zwolennikami są np. osoby praktykujące tzw. regresing (znoszenie strachu przed śmiercią odnalezieniem w pamięci doświadczeń jej przeżycia w "poprzednich wcieleniach" jako dowodu nieprzepadalności - życia wiecznego). Nie jestem przedstawicielem tej praktyki (ani podobnych) - dokładnie na odwrót - wedle stosowanego w niej podziału, należy zaliczyć mnie właśnie do demonów.
W medycynie uchwycenie progu dla pamięci wstecz (posiadanie takowego w obrębie jednej cielesności) opatruje się mianem utraty oddechu z zanikiem pamięci wstecznej, dodając jeszcze przymiotnik - padaczkowej (utraty), sugerujący etiologię chorobową, chociaż z jednoczesnym podkreśleniem, że nieznaną (padaczka w życiu tych ludzi się nie pokazuje). Prawdopodobnie przypadłość (o ile trzymać się oceny negującej) bardzo pospolita, bo dotycząca głównie dwuletnich dzieci, które nie mają powodu skarżyć się na owo doświadczenie (przebudzenia czy wyjścia z ciemności, chcąc obrazować), więc w statystykach odnotowywana jest tylko w przypadkach obaw rodziców o zdrowie dziecka (o ile byli świadkami przejściowej utraty oddechu, albo czują się zaniepokojeni zalewem pytaniami przez dziecko, jakby się urwało z choinki). Nie wiem czy istnieje pomiar, ktory po latach potrafiłby pokazywać przejście takiego doświadczenia w dzieciństwie, a tym samym rozmiar populacji, której dotyczy (czy 90% czy 9%). Wątpie nawet czy każda osoba, której to dotyczy potrafiłaby wskazać na siebie - tak to moje doświadczenie - jeśli nie rozpamiętywała go specjalnie.
W moim przypadku o żadnym zgłoszeniu do lekarza nie było mowy, nie dlatego, że moja ciekawość świata była przyjęta z aprobatą, jako nowy etap rozwoju dziecka, ale dlatego że moja matka nie miała wątpliwości, że jej prawdziwa córka zmarła, a na to kim ja jestem i tak żaden lekarz nie pomoże. Jak dla tych wszystkich filozofów od reinkarnacji, tak i w jej pojęciu, byłam demonem.
Matka odebrała specyficzną naukę u boku swojej babki, bedącej zarazem "babką" dla całego miasta w okresie wojny (nic pozytywnego - to taka guślarka od "odczyniania uroków" zamiast leczenia, odbierania porodów i przygotowywania ciał zmarłych do pochówku).
Najpierw szukała osoby, która zrozumie jej podejrzenia (męża wykluczyła z wtajemniczenia) i pomoże to Coś wytracić, ale była bardzo ostrożna, żeby nikt jej nie wziął ani za psychicznie chorą, ani osobę która ma coś wspólnego ze śmiercią swojego dziecka, dlatego nie tłumaczyła co konkretnie uważa za niepokojące we mnie, tylko starała znaleźć kogoś tak "mądrego" jak jej babka.
Najbardziej rozczarował matkę taki znachor, który miał czytać wszystkie choroby z tęczówek oczu i miał opinię byłego księdza - duchownego. Zamiast odkryć Co ja jestem, powiedział dyrdymały o uszkodzeniu jednego płuca i zabronił wracać niebezpieczną drogą, którą żeśmy się do niego przeprawiły (nie mam pamięci fenomenalnej, ale żeby do niego dojść miałam co zapamiętać - zamiast mostu nad rzeką wisiała długa łączona belka na wysokości kilku metrów nad wodą; nawet miała poręcz w postaci łączonego patyka, ale tak odchyloną, przez przekręcenie belki do ktorej ją umocowano, że mogły do niej dosięgać ręce tylko dorosłych, a my dla zwiększenia bezpieczenstwa szłyśmy gęsiego, żeby jedna drugiej nie miała możliwości pociągnąć w przepaść - pierwsza moja babcia, potem ja, a na końcu matka).
Przechodziłam różne testy wymyślane przez matkę, odczynianie uroku, rozwiązywanie własnej pępowiny (dawniej dawano ją rodzicom na pamiatkę). Matka brzydziła się ze mną rozmawiać, karcąc każde odezwanie, więc przez pierwsze lata życia dalsza rodzina brała mnie za niemowę.
Potem było pokładanie nadziei w szkole, że odkryje moją inność, potem opłacanie wizyt u starej lekarki, żeby dała skierowanie do sanatorium, bo w takich zamkniętych warunkach, to napewno wyjdzie wszystko na jaw, a kiedy nic nie zadziałało w sposób, którego oczekiwała matka, rozpoczął się etap dla mnie najtrudniejszy - jak zgładzić demona, żeby nie ubrudzić sobie nim rąk
(kogo da się wystarczająco sprowokować do zabicia, albo jak wywołać wolę do samobójstwa, co wmawiać ).
Nie chcę tego rozpamiętywać, chę tylko powiedzieć, że jestem organicznie uprzedzona do wiary w demony z każdej jednej perspektywy (i tej antykatolickiej - reinkarnacyjnej - i tej w ramach katolicyzmu), więc w swoich rozważaniach mogę nie być obiektywna. ( A swojej matki boję się po dziś dzień, jako swojego największego wroga, chociaż ze sobą nie mieszkamy, więc gdybym trafiła do psychitry, to pewnie by mnie zamknął na psychozę urojeniową).
Czy wiara w demony jest związana z amoralnością czy nie??

===

Xylomena
 
 Profil   Email 
 Cytat 
Gość forum: rysio lubicz
 październik 28 2005 23:48   


kiedys mnie fascynowal astral, swiadomy se, wychodzenie z ciala, medytacja i wedrowki pomiedzy planami, ale teraz mam amture i musze sie dostac na studia.... Nie, nie jest amoralne.Zalezy o jaka wiare tobie chdozi,ze one istnieja(- a istenieja, osatnio kumple probowal stworzyc sobie demona, ale wyszedl mu troche, jak to ujal. niedorozwiniety. Mial problemy z odzyskaniem energii przez 2 dni. Ja sie w to nie bawie.Rozowj duchowy przez okultyzm jest niebepzieczny.Nie kazdy rodzi sie Crowleyem. Ale wkurza mnie, ze jak ktos stworzy demona to ustawai go tylko na wyzyskiwanie enegrii.Komercja), czy o to ze je uznajesz . Ah, to jest ciekawe...szkoda ze musze sie dostac na studia.Tak poza tym to jestm deista wychowanym w kulturze chcrzescijanskiej (swoej dziecko tez tak wychowam).

P.S

Masz nick podobny do takiej masci.

===

 
 Cytat 
Małgorzata Karska-Wilczek
 październik 29 2005 16:24   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 10/14/05
Postów:: 52

Powodzenia z maturą "rysiu". Ja ją robiłam jak byłam po trzydziestce i mając czwarte dziecko w dwumiesięcznym wieku, a wcale nie jestem z tego wyczynu dumna (matury). Ale może Tobie uda się poczuć co innego po jej zaliczeniu.
Nie zrozumiałam kwestii Twojego wychowania - czy miałeś na myśli kulturę chrześcijańską w domu rodzinnym czy państwie? Pytam, bo nie wiem na jakiej zasadzie wnosisz o powodzeniu swojego planu wychowawczego wobec swego potomstwa (nieistniejącego chyba jeszcze?). Odzidziczy ono Twój światopogląd krwią czy duchem, a może wpojeniem dyscypliny ateistycznej?
Małgorzata

===

Xylomena
 
 Profil   Email 
 Cytat 
Zawartość wygenerowana w: 0,06 sekund
Nowy wątek Odpowiedz



 
Zwykły temat Zwykły temat
Temat zamknięty. Temat zamknięty.
Gorący temat Gorący temat
Nowy post Nowy post
Gorący temat i nowe posty Gorący temat i nowe posty
Temat zamknięty i nowe posty Temat zamknięty i nowe posty
Zobacz posty gości 
Goście serwisu mogą wysyłać posty 
HTML dozwolony w ograniczonym zakresie 
Zawartość zmoderowana