Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny


 Forum > Ogólne > Pytania, problemy i opinie Nowy wątek Odpowiedz
 Confesio
 |  Wersja do druku
mozets
 styczeń 19 2006 13:57  (Czytany 994 razy)  
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/18/06
Postów:: 2

CONFESIO




Wierzę, – bo czuję obecność potężnej siły Dobra, która nas otacza. Jest w nas. Nazywamy to Dobro - Bogiem. Jego wcieleniem był Jezus jako człowiek i jako Bóg. To, że umarł jak człowiek w niczym nie umniejsza jego potęgi nieskończonej i niezrozumiałej dla nas – ludzi. Bóg w swej dobroci przychylił się do moich ciągłych próśb i dał mi zdolność rozróżniania dobra i zła. Nie stałem się przez to świętym, ale nie miotają mną już wątpliwości, jak mam postąpić ze złem, – które nas również otacza. Grzech dalej dotyka mnie tak jak każdego z moich braci. Każdy wyłom w murze zła daje mi jeszcze większą siłę. Nie popełniam już większości z dawnych błędów. Tkwię jednak jak recydywista w kilku zastarzałych. To upór, gniew, niecierpliwość i coraz rzadziej – duma – jako nieudane i nieskuteczne remedium na zachowania bliźnich, które zapoczątkował jeden z synów Noego, na pewno nie Jafet. Popełniając je – przyznaję uczciwie – coraz rzadziej – nie mam wątpliwości, że jestem na dobrej drodze, – bo bilans porażek jest coraz mniejszy.
Wiara nie zginie – dopóki istnieje człowiek jako istota śmiertelna i słaba. Wrogowie Dobra, – czyli ludzie świadomie walczący z Dobrem – będą istnieć również do końca. Będą oni walczyć przede wszystkim z tymi, którzy mienią się pasterzami ludzi zagubionych, prostych, wątpiących. Jest to oczywiste. Wilk zawsze będzie starał się oddzielić najsłabsze sztuki od stada i przywódcy. W przyrodzie jednak nie zaszły żadne zmiany od stworzenia świata. Wódz stada odda życie za swoich pobratymców – to największa ofiara , jaką może ponieść . I nie waha się. Bóg w jego jestestwie dał mu prawo moralne – broń dobra – walcz ze złem. Przyznaję, że moje największe rozterki moralne budzi nie Dekalog. Jest on nieskończenie doskonały. Obserwując przez dziesięciolecia wnikliwie język, zachowanie, postawy, naszych współczesnych apostołów Jezusa, czuję ogromne rozterki. Język naturalnie jest bardzo ważny, – ponieważ jest instrumentem SŁOWA, a ONO było na początku i będzie istniało wiecznie.
W moim umyśle coraz to wpadają we wspólny rezonans, - a to bełkot komunistycznych genseków i politruków wojskowych, to pomniejszych guru, - bez powodzenia obiecujących masom szczęście i dobrobyt, a to rozmijających się z powołaniem ludzi, którzy zgodzili się oddać bez reszty sacrum. Ich wspólną cechą była zawsze niechęć do pracy organicznej – nawet intelektualnej – a ślizganie się po ubóstwie umysłowym ludzi prostych i poczciwych. Tym właśnie ludziom łatwo jest zaszczepić pogardę,niechęć a nawet nienawiść do pasterzy wiary. I nie jest to głównie ich wina.
Pasterze sami często zapominają jak należy postępować z owcami.
Zamiast laski pasterza wolą czasem bat woźnicy, miast sandałów – używają coraz częściej maszyn lśniącym chromem i lakierem.
Owce mają się paść i być strzyżone. Trzeba też o nie dbać – zwyczajnie je kochać. One to czują...
Pasterz nie przychodzi odbić karty zegarowej na hali. Owce potraktują go jak kolejnego brygadzistę.
Utrzymuję kontakt z zakonnikiem niosącym Światło w Ameryce Południowej. Opisuje mi co robi, z czym się zmaga, jaką ufność ma w powodzenie swojej Misji Życia. Skąd taka wielka siła w tym słabym jak my człowieku. Pisze do mnie zrozumiałym, pięknym językiem, który pojmie profesor filozofii, rozumiem go ja, a także prosty chłop z bieszczadzkiej wsi. Nie ma w nim złośliwości, ironii, zacietrzewienia, buty. Na to mógłby sobie pozwolić zwykły szeregowy grzesznik, lub błądzący prałat. Człowiek, który autentycznie napotkał powołanie – nie.
Nie chcę dawać rad hierarchii kościelnej – jest tam wielu pasterzy z ogromną wiedzą, duchem i sercem. Czy są słuchani? Czy nie zakrzykują ich kaprale? Msza święta – jakkolwiek ma swój kanon – nie musi być nudnym wyrecytowaniem modlitw i mniej czy bardziej udanym odklepaniem kazania. Czasem przyjedzie ze „świata” ktoś, kto potrafi poruszyć serca tłumu słowem prostym i pięknym. Jest to prawdziwe święto w świątyni Pana.
Byłem na występie zespołu pieśni sakralnej – a capella. W świątyni byli ci sami ludzie, co zawsze. Jedna drobna, niepozorna, członkini zespołu z pięknym głosem i sercem, podzieliła kilkoma szybkimi ruchami ręki , już nie tłum – a potężny chór na 3 grupy. Po dwóch kilkunastosekundowych próbach, ten stworzony w kilka sekund chór - zaśpiewał na głosy - Alleluja. Śpiewałem wraz z nimi.
Ciarki chodziły mi po plecach, gdy słyszałem śpiew czysty i potężny – wspaniałą harmonią odbijający się od sklepienia. Patrzyłem ukradkiem na twarze współśpiewaków . To nie byli zwykli ludzie, - coś dodało im siły i piękna. Chyba na tę chwilę Bóg odłożył ważne zajęcia i przybył posłuchać. Ci ludzie nie widzieli Go, ale śpiewali naprawdę dla Niego. Poeta powiedziałby – „Trwaj chwilo – jesteś piękna”. A sprawiła to mała, drobna, niepozorna istota, z wielkim sercem i talentem, wielką miłością do ludzi – a więc i do Boga.
I tu właśnie targają mną nieprawomyślne pomysły, do których nie mam najmniejszych uprawnień. Marzy mi się – by ludzie mający święcenie kapłańskie zajmowali się wyłącznie sprawami Sacrum.By kierowaniem finansami Kościoła zajmowali się najbardziej do tego nadający się , wykształceni ekonomiści – członkowie tegoż Kościoła. Ludzie prawi i nieskazitelni. Świetni fachowcy i oddani Kościołowi wolontariusze. Wtedy może nie byłoby nerwowych – już nie powiem neurotycznych zachowań proboszczów, afer finansowych w biurokracji kościelnej, pędu do mamony i gorszących zachowań - profanujących dobre imię ogromnej rzeszy kapłanów. Być może spadłyby wtedy powołania, ale wyszłoby to tylko na zdrowie nam wszystkim – wiernym.
Kościołowi, który musi przecież powrócić na prostą drogę wiary pierwszych Apostołów. By zatoczywszy koło historii - my niedowiarkowie i grzesznicy stanąwszy znowu na Via Appia i spotkawszy Świetlistego Wędrowca – który zapyta nas czy Go poznajemy – byśmy nie mieli kłopotów z pamięcią...


® Mozets 28 stycznia 2005 roku

P.S.
Być może ofukniemy Go, bo nieostrożnie dotknął swym płaszczem lśniącej karoserii naszego Mercedesa silver metalic.

===

 
 Profil   Email 
 Cytat 
Zawartość wygenerowana w: 0,06 sekund
Nowy wątek Odpowiedz



 
Zwykły temat Zwykły temat
Temat zamknięty. Temat zamknięty.
Gorący temat Gorący temat
Nowy post Nowy post
Gorący temat i nowe posty Gorący temat i nowe posty
Temat zamknięty i nowe posty Temat zamknięty i nowe posty
Zobacz posty gości 
Goście serwisu mogą wysyłać posty 
HTML dozwolony w ograniczonym zakresie 
Zawartość zmoderowana