Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny


 Forum > Ogólne > Pytania, problemy i opinie Nowy wątek Odpowiedz
 Czy w wierze potrzebne są uczucia? i co przez nie rozumiemy?
 |  Wersja do druku
Andrzej
 październik 14 2007 11:16   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by bodyw: A może tak należy "odczytać" -Boga i Jego niepojętość natury?-Tego w obłokach "niedostępnego"?
Wierzyć -kochać ,a może sie bać ?

..."Nie bójcie się Mnie. Jestem tym, którego serce posiadacie. Jam was powołał do życia. Jesteście Moimi dziećmi. Syn Mój was odkupił i przez Jego Krew możecie stać się czyści zawsze - kiedy tego zapragniecie.
(.....)
itd, itp.




Nie za bardzo wiem po co taplac się w najpiekniejszych nawet pseudo-objawieniach, zamiast ograniczyć się do jedynego Objawienia Bożego?
Tylko po to, żeby zaspokoić próżną ciekawość, płytką potrzebę emocjonalną?

Taka rewelolatria

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 14 2007 15:24   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by Dezerter: Dzięki, że wyodrębniłeś Man ten wątek z TT
dla mnie jest to jeden z najważniejszych wątków na tym forum odkąd jestem tutaj

Bóg jest Miłością
i
Kochaj
Boga i bliźniego

te dwa hasła zna każdy chrześcijanin

i nagle Medieval każe nam zrobić rewolucję w rozumieniu ich - u mnie tak było.

Że Bóg nie kieruje się emocjami - to wiedziałem/uświadamiałem sobie, ale że :

"Cytat Zapomniałaś, że Bóg nakazując nam Miłość Siebie i bliźniego nie miał na myśli uczuć?
Nie kazał nam się zakochiwać w naszych nieprzyjaciolach, ale starać się o dobro dla nich.
Tak więc Bóg pragnie naszej Miłości (jako dobrego czynu i pozytywnego nastawienia wobec wszystkich) a nie pragnie naszej czułostkowości
"

-przyznam się, że to nie docierało do mnie - czułem nawet pewnego rodzaju wyzuty sumienia, że nie odczuwam tak bardzo/intensywnie miłości(jako uczucia) do Boga.
Są jednak osoby, które odczuwają miłość do Boga w bardzo uczuciowy i emocjonalny sposób nazywając GO nawet Oblubieńcem (siostra Faustyna i wiele innych sióstr) i kochają miłością żarliwą taką nie z " serca a z nerek".

Czy taka miłość jest niewłaściwa " niezgodna " z przykazaniami/nakazami Biblii?


Cieszę się, że "wstrząsnąłem" Tobą
W gruncie rzeczy, w tym, co piszę nie ma niczego niezwykłego.
Niezwykłe jest raczej to, że zazwyczaj uważamy inaczej i tak bardzo antropomorfizujemy Boga.

Co prawda - po pierwsze - to On sam dał nam taką możliwość poprzez Wcielenie, kiedy Syn Boży stał sie takim, jak my, a więc człowiekiem, który umiał cieszyć się i płakać, gniewać i smucić.

Po drugie - ze strony głoszących to często taki nieświadomy zabieg socjotechniczny: skoro powiem, że Bóg kocha ludzi (nie precyzując o jaką miłość chodzi) to mogę przełamać w ten sposób pewne bariery psychiczne w drugim człowieku i wykorzystując jego potrzeby emocjonalne skierować go ku Temu, który go kocha.

I tak bardzo często przemawia się w kościołach.
Nie ma w tym w zasadzie nic złego Mowienie o uczuciach, jest w gruncie rzeczy mówieniem o człowieku

Gorzej kiedy niedouczony kaznodzieja zacznie stawiać uczucia na pierwszym miejscu.
Kiedy będzie chciał nauczać tak, aby wywoływać uczucia smutku (wielki Post) czy radości (Boże Narodzenie).
Wtedy bowiem pojawia się ryzyko, że uczucia zastąpią wiarę.
Będziemy "wierzyli" kiedy bedziemy doświadczali jakichś uczuć (smutku w Wielki Piątek czy radości w Niedzielę Zmartwychwstania).
Kiedy natomiast - będąc zmęczeni, czy słabo podatni na uczuciowość - nie będziemy "odczuwali" tajemnic wiary, zaczniemy mówić, ze "Bóg nas opuścił".

To samo niebezopieczeństwo pojawia się w "umiłowaniu coraz to nowych wzruszających objawień" różnych pseudo-mistyków, ktorzy każą nam wzruszać się przeżywaniem prawd wiary, wkładając te "emocjonalne" wyrażenia w usta samego Boga.

Mały artykuł na ten temat z sieci:
o tym, że miłość nie jest tylko uczuciem

Teraz Dezerterze, odpowiedź na Twoje pytanie:
Czy taka miłość (uczuciowa) jest niewłaściwa "niezgodna " z przykazaniami/nakazami Biblii?

Nic podobnego.
Uczucia są częścią nas jako ludzi, jako bytów cielesnych.
Nie są ani złe ani dobre moralnie.
Są.
Mogą pomóc odstręczajac nas od złego i skłaniając do dobrego.
Mogą nas motywować.
Najważniejsze jednak, abyśmy nie stawiali ich w miejscu wiary.
Bóg działa na rzeczy stworzone zgodnie z ich natura, a łaska bazuje na naturze.
Doświadczenie Bożej miłości (która nie jest uczuciem) może znaleźć odzew w człowieku w postaci miłości - uczucia.
Możemy tą miłością - uczuciem się cieszyć, nie zapominając jednak, że nie można skupiać się na miłości-uczuciu, lecz pamiętać, że mamy miłować Pana, Boga naszego, całym sercem, całą duszą, całym umysłem i całą mocą, a swego bliźniego jak siebie samego
Czy kochasz samego siebie Dezerterze miłością - uczuciem?

I jeszcze bardzo ciekawe, a jednoczesnie zasadncze stwierdzenie ze strony ks. Kaszowskiego:


Jaka jest zależność między miłością do Boga i bliźniego a uczuciem? Mk 12,29-30

Często mianem miłości do Boga określa się pewne uczucia, przeżywanie wielkich uniesień emocjonalnych, wzruszeń np. na modlitwie, na Mszy św. lub na różnych nabożeństwach. Miłość do Boga nie polega jednak na samym tylko doznawaniu uczuć, lecz na wypełnianiu Jego woli rozpoznanej przez głos sumienia, Ewangelię, różne okoliczności życia itp. Miłość do Boga opiera się na ciągle podejmowanych, świadomych i dobrowolnych decyzjach.

Może być tak, że ktoś wzrusza się do łez w kościele, a w życiu nie dba wcale o układanie wszystkiego zgodnie z wolą Bożą, czyli z Jego przykazaniami. Zdarza się też odwrotnie, że człowiek o słabej uczuciowości, który nie przeżywa silnych wzruszeń ani w kościele, ani na modlitwie, usilnie stara się wszystko wypełnić w swoim życiu zgodnie z życzeniem Pana.

Uczucie nie jest istotą miłości do Boga, choć może pomagać w wypełnianiu Jego woli, np. człowiek uczuciowo zafascynowany Bogiem może się z większą łatwością zdecydować na stałe służenie Mu. Gdy ktoś zbytnią wagę przywiązuje do przeżywania różnych uczuć w dziedzinie religijnej, może nieraz wystygnąć w prawdziwej miłości do Boga. Tak dzieje się np. z człowiekiem, który modli się tylko wtedy, gdy sprawia mu to przyjemność, gdy „ma nastrój”, a zaprzestaje rozmowy z Bogiem, gdy nie ma na to „ochoty”.

Bardzo często miłość do drugiego człowieka również utożsamiana jest z uczuciem, z odczuwaniem do niego sympatii, życzliwości, przychylności czy nawet pożądania seksualnego. Prawdziwa miłość do drugiego człowieka opiera się nie na samym uczuciu, lecz na decyzji woli: chcę drugiemu służyć niezależnie od tego, co odczuwam, chcę go uszczęśliwiać nawet wtedy, gdy jest mi uczuciowo obojętny, pragnę go rozwijać, nawet — gdy odczuwam do niego niechęć, chcę, żeby był w niebie, chociaż wyrządził mi krzywdę. Temu pragnieniu służenia, rozwijania i uszczęśliwiania drugiego człowieka może towarzyszyć uczucie zafascynowania, oczarowania nim, np. przyjacielem, narzeczoną, dzieckiem. Ten uczuciowy składnik miłości nie stanowi jednak jej istoty, choć jest dość ważny w życiu. Ponieważ miłość jest obdarowywaniem drugiego, dlatego jest w niej miejsce również na obdarowywanie uczuciem, np. serdeczności, życzliwości, sympatii, tkliwości, czułości itp. W małżeństwie jedną z form okazywania sobie wzajemnej miłości jest również współżycie seksualne. Okazywanie serdecznych uczuć drugim jest prawdziwą służbą, gdyż ułatwia im życie, rodzi optymizm, dlatego też powinno mieć jak najczęściej miejsce, np. przez uśmiech, życzliwe słowo, pochwałę, docenienie, uścisk dłoni itp. Nie można jednak poprzestawać w życiu na samym tylko okazywaniu drugiemu swoich uczuć. W wielu bowiem wypadkach potrzebuje on od nas konkretnej pomocy w rozwiązywaniu trudnej sprawy życiowej, ekonomicznej, naszej modlitwy, naszej znajomości Ewangelii itp.


oraz co do miłości bliźniego

Jak miłować drugiego człowieka, gdy rodzi się w nas niechęć do niego? Mt 5,43-48

Miłość, jakiej wymaga od nas Chrystus, polega na służeniu drugiemu, na szukaniu jego szczęścia i wzrostu, na życzeniu mu zbawienia. Obdarowywać można drugiego i służyć mu nawet wtedy, gdy wydaje nam się niesympatyczny, niemiły, np. z powodu wyrządzonej nam krzywdy, której nie potrafimy zapomnieć. Bóg chce, abyśmy kochali wszystkich bez wyjątku ludzi, nawet tych, którzy nas skrzywdzili. Miłość do tych osób powinna ujawnić się w okazywaniu im różnych form pomocy, np. przez modlitwę, wsparcie w potrzebie itp. Nieraz trudno jest pozbyć się uczucia niechęci do drugiej osoby, zwłaszcza gdy zostaliśmy przez nią skrzywdzeni. Można w pewnej mierze przełamywać niechęć przez doszukiwanie się pozytywnych stron drugiego człowieka, jego zalet, przez przypominanie sobie dobra, jakie nam kiedykolwiek okazał, przez uświadamianie sobie, że Chrystus pragnie jego zbawienia, że posiada stworzoną przez Boga nieśmiertelną duszę itp. Wyświadczanie dobra niemiłym osobom stanie się dla nas łatwiejsze, gdy przypomnimy sobie słowa Chrystusa: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Warto też pamiętać, że nawet najgorszy człowiek może stać się wielkim świętym dzięki łasce Chrystusa, czego przykładem są liczni nawróceni święci, np. św. Paweł. O łaskę przemiany i nawrócenia powinniśmy szczególnie prosić dla osób, które naszym zdaniem są „bardzo złe”.


Przepraszam za długi post, ale mam nadzieję, że było warto

I jeszcze jeden tekst do rozważenia w kontekście chrześcijańskiego rozumienia miłości

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
matejanka
 październik 14 2007 16:58   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 03/05/06
Postów:: 2775

Może być tak, że ktoś wzrusza się do łez w kościele, a w życiu nie dba wcale o układanie wszystkiego zgodnie z wolą Bożą, czyli z Jego przykazaniami. Zdarza się też odwrotnie, że człowiek o słabej uczuciowości, który nie przeżywa silnych wzruszeń ani w kościele, ani na modlitwie, usilnie stara się wszystko wypełnić w swoim życiu zgodnie z życzeniem Pana.

Na te słowa narzuca mi się niemieckie powiedzienie "weder, noch". Ani jedna postawa z wymienionych nie jest prawdziwą miłością, taką jakiej od nas oczekuje Bóg. Ani spełnianie litery Prawa z poczucia obowiązku i co do joty wypełnianie tego Prawa ani szlochanie w kościelnej ławie przy kolejnej Ave Maryja nie jest pełną miłością.
W ogóle definiowanie milości trochę mija się z celem można mówiec jedynie o tym w czym wyraża się miłość. I tak miłość wykalkulowana i weług paragrafów nie jest miłością jeżeli brak jej poruszeń serca tak i same poruszenia serca bez czynów i spełniania woli Boga rónież nią nie są . Dopiero mieszanka tych dwóch aspektów bardziej zbliża się do tego, co możemy nazwać miłością chociaż nie wyczerpuje wszystkich jej aspeków. Nie bez powodu mówi się, że miłość wiele ma twarzy.Natomiast Boska Miłość jest doskonała i my jako niedoskonałe istoty mamy niewielkie jeszcze o niej pojęcie, gdyż nasz egoizm zawsze niestety jest przeszkodą w tym abyśmy prawdziwie kochali. Dlatego najbliższą miłości Boga do nas, jest ludzka miłośc macierzyńska i ojcowska, gdyż one są najbardziej pozbawione egoizmu.
Pozdrawiam

===

Nikt na ziemi nie zna całej Boskiej Prawdy, a człowiek powinien znać z Niej tyle, ile potrafi przyjąć i zrozumieć, aby w chwili doświadczenia nie zwątpił
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 14 2007 17:44   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by matejanka: W ogóle definiowanie milości trochę mija się z celem można mówiec jedynie o tym w czym wyraża się miłość.

Dlaczego definiowanie miłości ma się mijać z celem?
Z jakim celem?
Po co unikać tematu i przenosić go w sferę "rzeczy niepojętych"?
Quote by matejanka:
I tak miłość wykalkulowana i weług paragrafów nie jest miłością jeżeli brak jej poruszeń serca tak i same poruszenia serca bez czynów i spełniania woli Boga również nią nie są .

A czym są te sławetne poruszenia serca?
Dlaczego dążność woli do czynienia komuś dobra (przyjacielowi i wrogowi) ma być nazywana miłością wykalkulowaną i według paragrafów?
Tylko po to, by argumentować przez odwoływanie sie do uczuć? (sic!)
Quote by matejanka:
Dopiero mieszanka tych dwóch aspektów bardziej zbliża się do tego, co możemy nazwać miłością chociaż nie wyczerpuje wszystkich jej aspeków.

A co możemy nazwać miłością?
I jaką miłością?
Tak długo jak nie będziesz wiedziała nawet nie zaczniesz wyczerpywania wszystkich jej aspektów
Quote by matejanka:
Nie bez powodu mówi się, że miłość wiele ma twarzy.Natomiast Boska Miłość jest doskonała i my jako niedoskonałe istoty mamy niewielkie jeszcze o niej pojęcie, gdyż nasz egoizm zawsze niestety jest przeszkodą w tym abyśmy prawdziwie kochali. Dlatego najbliższą miłości Boga do nas, jest ludzka miłośc macierzyńska i ojcowska, gdyż one są najbardziej pozbawione egoizmu.
Pozdrawiam

Serio?
A czy "miłość" taka nie sprawia tylko pozorów? Czyż nie jest interesowna? Chodzi o interes polegający na przekazaniu swoich genów i kontynuacji gatunku. Dlatego troszczymy się o nasze dzieci (zupełnie jak dzieje się to w świecie zwierząt).

Oczywiście, że miłość Boga jest doskonała. Truizm. Tyle, że miłość ta nie jest uczuciem, ale decyzją woli o obdarowywaniu stworzenia samym dobrem.

Wracając do początku twej wypowiedzi:
Quote by matejanka:
Ani jedna postawa z wymienionych nie jest prawdziwą miłością, taką jakiej od nas oczekuje Bóg.

1. Ani spełnianie litery Prawa z poczucia obowiązku i co do joty wypełnianie tego Prawa

2. ani szlochanie w kościelnej ławie przy kolejnej Ave Maryja nie jest pełną miłością.


Co do 2. zgadzam się: uczucia, emocje, stany emocjonalne są tylko uczuciami i emocjami.
Nie żąda od nas ich Bóg.
Co nie znaczy, że są nieprzydatne. Przeciwnie - mogą motywować nasze działanie.

Co do 1. protestuję: świadoma decyzja woli o czynieniu dobra wobec Boga i innych, wynikająca ze znajomości Słowa Bożego, jeśli ma na celu pełnienie dobra a nie bezmyślne wypełnianie przepisów, jest pełną miłością duchową nawet jeśli nie towarzyszy jej żadne wzruszenie.


Wszyscy, którzy czynicie dobro innym nie szukając wzruszenia, radości, satysfakcji (to wszystko uczucia) lecz świadomie pragnąc czynić dobro innym, ze względu na Boga, bądźcie spokojni - posiadacie pełnię miłości duchowej

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Ewa
 październik 14 2007 18:04   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 04/21/06
Postów:: 1174

Bodyw,

Dlaczego bac ?,
ja mam Stary i Nowy Testament, i tam jest wystarczajaco napisane jaka Miloscia jest Pan Bog, i ja wierze , ze tak jest.

===

Pokoj z Wami!
 
 Profil   Email 
 Cytat 
matejanka
 październik 14 2007 19:07   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 03/05/06
Postów:: 2775

Serio?
A czy "miłość" taka nie sprawia tylko pozorów? Czyż nie jest interesowna? Chodzi o interes polegający na przekazaniu swoich genów i kontynuacji gatunku. Dlatego troszczymy się o nasze dzieci (zupełnie jak dzieje się to w świecie zwierząt).

Oczywiście, że miłość Boga jest doskonała. Truizm. Tyle, że miłość ta nie jest uczuciem, ale decyzją woli o obdarowywaniu stworzenia samym dobrem.

Zależy od tego komu i jak bardzo zależy na przekazywaniu swoich genów.
Mówiąc za siebie, nigdy mi na tym nie zależało.
Co do troszczenia się zwierząt o swoje dzieci to u zwierząt nie zawsze chodzi o przekazanie genów, gdyż adopcja jest na porządku dziennym i matka adoptująca cudze dzieci troszczy się o nie jak o własne. Więc ta motywacja raczej jako łumaczenie miłości macierzyńskiej odpada.(przynajmniej u części kochających rozdziców) Natomiast ludzkie i zwierzęce zachowanie w odniesieniu do potomstwa jest właśnie objawianiem się w Stworzeniu Miłości Macierzyńskiej Boga, której pełnia objawiła się w Marii.
Sądzę też że ludzkie serce, jest coprawda niedoskonałym , ale odbiciem Serca Boga. Oczywiście nie mam na myśli serca z ciała ale serce jako siedlisko uczuć. Jestem pewna że Bóg posiada uczucia,ale oczywiście oprócz uczuć gniewu, złości, nienawiści itd czyli tych które są anty miłością.
Pisząc że uwazam że definiowanie Miłości mija się z celem mam na myśli, że nigdy jej nie zdefiniujemy, gdyż to jest prawie to samo co próba zdefiniowania Boga, gdyż Bóg jest Miłością.
I jeszcze raz podkreślam, że pisząc uczucia, nie mam nan myśli afektów, gdyż jestem pewna że afektów w Bogu nie może być. I tak jeżeli kocham moje dzieci i jestem na nie zła, to oczywiście ten afekt w niczym nie zmienia mojej miłości do nich.Wysoko moralnie rozwinięty rodzic potrafi zapanować i nie odczuwać gniewu w obliczu nieposłuszeństwa swoich dzieci zdając sobie sprawę że to tylko etap ich rozwoju na którym nieposłuszenstwo jest wynikiem nieświadomości. Rozwijanie miłości w sobie do bliźnich (nie tylko do swoich dzieci) polega na potrafieniu ujrzenia w nich i to we wszystkich duchowego rodzeństwa, jednakowo kochanego przez Boga. Nie jest to łatwe ale nie niemożliwe, gdyż to właśnie udowodnił Bóg Człowiek Jezus Chrystus....

Bóg stworzył nasze serce ze zdolnoscią do miłości po której możemy poznać, choć w sposób niedoskonały, jaki Bóg jest. W jakim innym celu nazywałby siebie Ojcem? Mało tego myślę ze Bóg ma poczucie humoru!!!
Pozdrawiam

===

Nikt na ziemi nie zna całej Boskiej Prawdy, a człowiek powinien znać z Niej tyle, ile potrafi przyjąć i zrozumieć, aby w chwili doświadczenia nie zwątpił
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Dezerter
 październik 15 2007 14:41   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 05/17/06
Postów:: 1841

Quote by medieval_man:

Gorzej kiedy niedouczony kaznodzieja zacznie stawiać uczucia na pierwszym miejscu.
Kiedy będzie chciał nauczać tak, aby wywoływać uczucia smutku (wielki Post) czy radości (Boże Narodzenie).
Wtedy bowiem pojawia się ryzyko, że uczucia zastąpią wiarę.
Będziemy "wierzyli" kiedy bedziemy doświadczali jakichś uczuć (smutku w Wielki Piątek czy radości w Niedzielę Zmartwychwstania).

Kiedy natomiast - będąc zmęczeni, czy słabo podatni na uczuciowość - nie będziemy "odczuwali" tajemnic wiary, zaczniemy mówić, ze "Bóg nas opuścił".


To ja na takich trafiałem - chociaż porównując sie z innymi katolikami wiem ze trafiałem o wiele lepiej niż inni
Artykuł „Miłość Boga i bliźniego świetny – polecam i dzięki – też w paru miejscach odkrywczy np. jak sie rodzi (powinna rodzić ?) miłość bliźniego:

„Idem velle atque idem nolle - chcieć tego samego i wspólnie to samo odrzucać, to właśnie starożytni uznali za prawdziwą treść miłości: stać się podobnym jedno do drugiego, co prowadzi do wspólnoty pragnień i myśli. Historia miłości między Bogiem a człowiekiem polega właśnie na fakcie, że ta wspólnota woli wzrasta w jedności myśli i uczuć, i w ten sposób nasza wola i wola Boga stają się coraz bardziej zbieżne: wola Boża przestaje być dla mnie obcą wolą, którą narzucają mi z zewnątrz przykazania, ale staje się moją własną wolą, która wychodzi z fundamentalnego doświadczenia tego, że w rzeczywistości Bóg jest mi bardziej bliski niż ja sam. W konsekwencji wzrasta nasze oddanie Bogu i Bóg staje się naszą radością (por. Ps 73[72], 23-28).
Dzięki temu staje się możliwa miłość bliźniego w sensie wskazanym przez Biblię, przez Jezusa. Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. „


...jak siebie samego

hm.. jak ja kocham siebie...ty to potrafisz pytać :-)
fakt nie jak żonę, matkę, dziecko – narcyzem nie jestem jak Maleńczuk – więc siebie tylko akceptuje, lubię, jestem przychylnie nastawiony i chce dla siebie dobra.
Faktycznie nie jest to miłość w sensie uczucie/zakochanie!

...z księdzem Kaszowskim to juz nie do końca sie moge zgodzić a szczególnie z tym, że miłością bliźniego można nazwać nawet niechęć:

„pragnę go rozwijać, nawet — gdy odczuwam do niego niechęć, „

to już nadinterpretacja słowa „Miłość bliźniego”
Czemu? - już mówię - tam gdzie są negatywne uczucia nie ma mowy o miłośći nawet w sensie religijnym.
Powiem jak u mnie wygląda miłość bliźniego, a właściwie jak radze sobie z „kochaj nieprzyjaciół swoich”.
Gdy już Pan wystawi mnie na próbę i postawi takiego skina, karka, rasistę czy innego bliźniego na mojej drodze to jedynym uczuciem jakie odczuwam w stosunku do nich - jest współczucie (nie dała Bozia rozumu)(oj biedny ty, itp.) . Gdybym odczuwał niechęć czy inne negatywne uczucie bądź nosił w sobie urazę – to to nie była by już miłość bliźniego – tak uważam i będe bronił tego poglądu bo wiem, że tak, bez negatywnych uczuć można! (serio – tak można – nawet Giertych i Kaczyńscy tylko czasami, na ułamek sekundy, są mnie wstanie z tego stanu wyrwać :-))

Opokę zostawiam na później
pozdrawiam

===

Obecnie pisze na forum zchrystusem.pl
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 16 2007 14:25   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by matejanka:
Serio?
A czy "miłość" taka nie sprawia tylko pozorów? Czyż nie jest interesowna? Chodzi o interes polegający na przekazaniu swoich genów i kontynuacji gatunku. Dlatego troszczymy się o nasze dzieci (zupełnie jak dzieje się to w świecie zwierząt).

Oczywiście, że miłość Boga jest doskonała. Truizm. Tyle, że miłość ta nie jest uczuciem, ale decyzją woli o obdarowywaniu stworzenia samym dobrem.

Zależy od tego komu i jak bardzo zależy na przekazywaniu swoich genów.
Mówiąc za siebie, nigdy mi na tym nie zależało.

I nie musiało. To jest i tak wpisane w nasze cechy gatunkowe. "Zależy" ci na przekazaniu genów i kontynuowaniu gatunku, choć w świadomej werbalizajci powiesz sobie: nie chce mieć dzieci. To efekt psychologicznego zranienia, a więc sytuacj raczej bardziej chorobliwa niż normalna

Quote by matejanka:

Co do troszczenia się zwierząt o swoje dzieci to u zwierząt nie zawsze chodzi o przekazanie genów, gdyż adopcja jest na porządku dziennym i matka adoptująca cudze dzieci troszczy się o nie jak o własne. Więc ta motywacja raczej jako łumaczenie miłości macierzyńskiej odpada.(przynajmniej u części kochających rozdziców)

Ha. nie wiedziałem i jakos nie wierzę w to, że adopcja u zwierząt jest na porządku dziennym. To prawda, że samice opiekują sie potomstwem innych - niezyjących - samic, ale własnie w ramach szeroko pojętego interesu zachowania gatunku i kontynuacji życia stada.
Quote by matejanka:
Natomiast ludzkie i zwierzęce zachowanie w odniesieniu do potomstwa jest właśnie objawianiem się w Stworzeniu Miłości Macierzyńskiej Boga, której pełnia objawiła się w Marii.

Jest działaniem instynktownym, które sobie werbalizujemy. Natura zastawiła na nas chytra pułapkę. Chcąc bysmy opiekowali się dziećmi wyposażyła nas w uczucia wobec nich.
Natomiast, oczywiście twierdzenia o tym, że jest objawienie się w stworzeniu miłości macierzyńskiej Boga to tylko nasza religijna racjonalizacja
Quote by matejanka:
Sądzę też że ludzkie serce, jest coprawda niedoskonałym , ale odbiciem Serca Boga. Oczywiście nie mam na myśli serca z ciała ale serce jako siedlisko uczuć. Jestem pewna że Bóg posiada uczucia,ale oczywiście oprócz uczuć gniewu, złości, nienawiści itd czyli tych które są anty miłością.

A na jakiej podstawie jesteś pewna?
Bo tak Ci to "wpadło do głowy"?

Gniew nie jest anty-miłością.
Złość nie jest anty-miłością
Nienawiść nie jest anty-miłością.
Albowiem Ja, Pan, miłuję praworządność,
nienawidzę grabieży i bezprawia,
Iz 61, 8
Quote by matejanka:
Pisząc że uwazam że definiowanie Miłości mija się z celem mam na myśli, że nigdy jej nie zdefiniujemy, gdyż to jest prawie to samo co próba zdefiniowania Boga, gdyż Bóg jest Miłością.

No tak, najłatwiej jest powiedzieć: nie da się.
A od czego Bóg dał nam rozum?
Quote by matejanka:
I jeszcze raz podkreślam, że pisząc uczucia, nie mam nan myśli afektów, gdyż jestem pewna że afektów w Bogu nie może być. I tak jeżeli kocham moje dzieci i jestem na nie zła, to oczywiście ten afekt w niczym nie zmienia mojej miłości do nich.

Zaczynasz dobrze, matejanko.
Znalazłas różnicę między uczuciem, poruszeniem, afektem, a postawą miłości.
A więc wynika z tego, że miłość jest czymś większym od tych nagłych poruszeń uczuciowych.
Pozostaje Ci odkryć, ze Bóg żądając od Ciebie miłosci nie domaga się tych nagłych afektów, ale konkretnej postawy, niezmiennej, niezależnej od uczuc.

Quote by matejanka:
Wysoko moralnie rozwinięty rodzic potrafi zapanować i nie odczuwać gniewu w obliczu nieposłuszeństwa swoich dzieci zdając sobie sprawę że to tylko etap ich rozwoju na którym nieposłuszenstwo jest wynikiem nieświadomości. Rozwijanie miłości w sobie do bliźnich (nie tylko do swoich dzieci) polega na potrafieniu ujrzenia w nich i to we wszystkich duchowego rodzeństwa, jednakowo kochanego przez Boga. Nie jest to łatwe ale nie niemożliwe, gdyż to właśnie udowodnił Bóg Człowiek Jezus Chrystus....

I jeszcze raz: brawo.
Rozwijanie miłosci do blixnich polega więc na kształtowaniu naszej świadomej postawy, a nie na wywoływaniu w sobie pozytywnych uczuć.
To samo jest z miłością Boga.
Nie polega ona na tym, że Bóg kocha nas uczuciowo, ale polega na pewnej Jego postawie wobec nas.
Widzisz: jak Królikowi dać czas, sam do tego dojdzie, to z Kubusia Puchatka
Quote by matejanka:

Bóg stworzył nasze serce ze zdolnoscią do miłości po której możemy poznać, choć w sposób niedoskonały, jaki Bóg jest. W jakim innym celu nazywałby siebie Ojcem? Mało tego myślę ze Bóg ma poczucie humoru!!!
Pozdrawiam


Zgadzam się.
Nasze ludzkie uczucia związane z miłością, opierające się o naszą cielesność i zmysłowość, są obrazem postawy życzliwości Boga wobec człowieka, wobec ludzkości nazywanej przez nas Miłością, a która nie ma charakteru ludzkich uczuć.

Bog nie żąda od nas w relacjach ze sobą uczuć miłości, które sa tylko przygodne, ale postawy miłości, bedacej aktem woli (aktem ducha - jeśli chcesz)

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 16 2007 15:15   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by Dezerter:

...jak siebie samego

hm.. jak ja kocham siebie...ty to potrafisz pytać :-)

fakt nie jak żonę, matkę, dziecko – narcyzem nie jestem jak Maleńczuk – więc siebie tylko akceptuje, lubię, jestem przychylnie nastawiony i chce dla siebie dobra.
Faktycznie nie jest to miłość w sensie uczucie/zakochanie!


Super!
Teraz wiesz jak kochać bliźniego.
Chociaż uczucia nadal Ci przeszkadzają jak widać poniżej:
Quote by Dezerter:
Gdybym odczuwał niechęć czy inne negatywne uczucie bądź nosił w sobie urazę – to to nie była by już miłość bliźniego – tak uważam i będe bronił tego poglądu bo wiem, że tak, bez negatywnych uczuć można!

Wręcz przeciwnie: to dopiero bedzie miłość!

Porównam to do słynnego wywodu św. Franciszka o radości doskonałej (która też w podanym przykładzie nie jest uczuciem):

Tak wygląda opowieść z „Kwiatków św. Franciszka”, która mówi właśnie o radości doskonałej.

Oto widzimy Biedaczynę z Asyżu, jak idzie z bratem Leonem w zimowy wieczór w stronę klasztoru, i słyszymy zadane bratu pytanie: „Co to jest radość dokonała?”. Brat Leon nie wiedział. Wtedy Franciszek zaczął objaśniać. „Kiedy staniemy u Panny Maryi Anielskiej deszczem zmoczeni, zlodowaciali od zimna, błotem ochlapani i zgnębieni głodem, i zapukamy do bramy klasztoru, a odźwierny wyjdzie gniewny i rzeknie: coście za jedni - a my powiemy: jesteśmy dwaj z braci waszej, a on powie: kłamiecie, wyście raczej dwaj łotrzykowie, którzy włóczą się świat oszukując i okradacie biednych z jałmużny, precz stąd, i nie otworzy nam, i każe stać na śniegu i deszczu, zziębniętym i głodnym, aż do nocy; wówczas, jeśli takie obelgi i taką srogość, i taką odprawę zniesiemy cierpliwie, bez oburzenia i szemrania, i pomyślimy z pokorą i miłością, że odźwierny ten zna nas dobrze, lecz Bóg przeciw nam mówić mu każe, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała”.

Widzisz: wypieranie uczuć (na przykład złości, gniewu, niechęci, nienawiści...) do innych, tylko dlatego, że są... be... i kłócą się z naszym pojmowaniem miłości blixniego, może doprowadzić do powaznych zaburzeń psychicznych.

Lepiej jest zaakceptować uczucia, nad którymi i tak nie masz kontroli i przekształcić je w pozytywne działanie

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
matejanka
 październik 16 2007 15:25   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 03/05/06
Postów:: 2775


Oczywiście, że miłość Boga jest doskonała. Truizm. Tyle, że miłość ta nie jest uczuciem, ale decyzją woli o obdarowywaniu stworzenia samym dobrem.
Zależy od tego komu i jak bardzo zależy na przekazywaniu swoich genów.
Mówiąc za siebie, nigdy mi na tym nie zależało.

I nie musiało. To jest i tak wpisane w nasze cechy gatunkowe. "Zależy" ci na przekazaniu genów i kontynuowaniu gatunku, choć w świadomej werbalizajci powiesz sobie: nie chce mieć dzieci. To efekt psychologicznego zranienia, a więc sytuacj raczej bardziej chorobliwa niż normalna

ALe zwróć uwagę że rodzicielska miłość daleko wykracza poza przekazanie genów, czy powołanie do życia. Istnieją rodzice, którzy opiekują się potomstwem przez całe swoje życie(z różnych powodów) tylko dlatego że kochają swoje dziecko. Jednak nie jest to przymus instynktu. gdyż są i tacy którzy "nieudane" dzieci porzucają.




Co do troszczenia się zwierząt o swoje dzieci to u zwierząt nie zawsze chodzi o przekazanie genów, gdyż adopcja jest na porządku dziennym i matka adoptująca cudze dzieci troszczy się o nie jak o własne. Więc ta motywacja raczej jako łumaczenie miłości macierzyńskiej odpada.(przynajmniej u części kochających rozdziców)

Ha. nie wiedziałem i jakos nie wierzę w to, że adopcja u zwierząt jest na porządku dziennym. To prawda, że samice opiekują sie potomstwem innych - niezyjących - samic, ale własnie w ramach szeroko pojętego interesu zachowania gatunku i kontynuacji życia stada.


Częściowo napewno, ale gdy małpa adoptuje kota, to już nie można mówić o zachowaniu gatunku, lub gdy lew adoptuje kurczęta(to też się zdarza) czy słynna kura latająca po brzegu, bo jej kacze dzieci pławią się w wodzie. Na przykład u myszy, gdy zginie mama mysz, ciotka od razu przejmuje jej dzieci i tu można powiedzieć, że chodzi o podtrzymanie mysiego gatunku, ale w innych przypadkach nie.
Widziałam kiedyś na filmie przyrodniczym poruszającą scenę objawienia się miłości macierzyńskiej u jakiejś kopytnej samicy (nie wiem dokładnie co to było, coś w rodzaju sarny), która, gdy lew zbliżał się do jej koźlęcia stanęła pomiędzy dzieckiem a lwem i nastawiła rogi w obronie swojego dziecka. Myślę, że nie do końca można wszystko nazwać instynktem w zachowaniu zwierząt. Gdyż im wyżej stoi dany gatunek tym bardziej widać działanie uczuć w tym gatunku, a nie tylko ślepy instynkt.

Natomiast ludzkie i zwierzęce zachowanie w odniesieniu do potomstwa jest właśnie objawianiem się w Stworzeniu Miłości Macierzyńskiej Boga, której pełnia objawiła się w Marii.

Jest działaniem instynktownym, które sobie werbalizujemy. Natura zastawiła na nas chytra pułapkę. Chcąc bysmy opiekowali się dziećmi wyposażyła nas w uczucia wobec nich.
Natomiast, oczywiście twierdzenia o tym, że jest objawienie się w stworzeniu miłości macierzyńskiej Boga to tylko nasza religijna racjonalizacja


Z tym nie mogę się zgodzić! Natura też została stworzona przez Boga i to, jako Księga w której mamy czytać i którą mamy poznawać. I właśnie z tej Księgi mamy wyciągać wnioski o tym, jaki jest Stwórca i Dom Ojca, oczywiście wiedząc że nasz materialny świat jest tylko odbiciem Duchowości(Platon miał swoją rację!!)


Sądzę też że ludzkie serce, jest co prawda niedoskonałym , ale odbiciem Serca Boga. Oczywiście nie mam na myśli serca z ciała ale serce jako siedlisko uczuć. Jestem pewna że Bóg posiada uczucia,ale oczywiście oprócz uczuć gniewu, złości, nienawiści itd czyli tych które są anty miłością.
A na jakiej podstawie jesteś pewna?
Bo tak Ci to "wpadło do głowy"?

Nie na to mam za małą głowę!

Gniew nie jest anty-miłością.
Złość nie jest anty-miłością
Nienawiść nie jest anty-miłością.
Albowiem Ja, Pan, miłuję praworządność,
nienawidzę grabieży i bezprawia,
Iz 61, 8

To jest ludzka mowa mająca wyrażać Boskie Prawo. W Bogu nie ma gniewu, ani złości. Tu się chyba zgadzamy!




Pisząc że uwazam że definiowanie Miłości mija się z celem mam na myśli, że nigdy jej nie zdefiniujemy, gdyż to jest prawie to samo co próba zdefiniowania Boga, gdyż Bóg jest Miłością.

No tak, najłatwiej jest powiedzieć: nie da się.
A od czego Bóg dał nam rozum?

Owszem dał, ale rozumem nie pojmiemy tego co duchowe. To mozemy pojąć tylko duchem!




I jeszcze raz podkreślam, że pisząc uczucia, nie mam nan myśli afektów, gdyż jestem pewna że afektów w Bogu nie może być. I tak jeżeli kocham moje dzieci i jestem na nie zła, to oczywiście ten afekt w niczym nie zmienia mojej miłości do nich.

Zaczynasz dobrze, matejanko.
Znalazłas różnicę między uczuciem, poruszeniem, afektem, a postawą miłości.
A więc wynika z tego, że miłość jest czymś większym od tych nagłych poruszeń uczuciowych.


Pewnie że tak , ale to przecież żadne odkrycie

Pozostaje Ci odkryć, ze Bóg żądając od Ciebie miłosci nie domaga się tych nagłych afektów, ale konkretnej postawy, niezmiennej, niezależnej od uczuc.

Ech, Medieval man! Bóg nigdy ode mnie niczego nie żądał, to mnie zawsze najbardziej zawstydza, że Bóg prosi, a nie żąda. Że mnie nie powala na kolana swoją wielkością, a zniża się do mojego poziomu! Właśnie jak matka nad niemowlakiem szczęśliwa, że się uśmiechnął.
I jeszcze raz: brawo.
Rozwijanie miłosci do bliźnich polega więc na kształtowaniu naszej świadomej postawy, a nie na wywoływaniu w sobie pozytywnych uczuć.
To samo jest z miłością Boga.
Nie polega ona na tym, że Bóg kocha nas uczuciowo, ale polega na pewnej Jego postawie wobec nas.
Widzisz: jak Królikowi dać czas, sam do tego dojdzie, to z Kubusia Puchatka


No widzisz, a twierdzisz że nie ma rozwoju

Bóg stworzył nasze serce ze zdolnoscią do miłości po której możemy poznać, choć w sposób niedoskonały, jaki Bóg jest. W jakim innym celu nazywałby siebie Ojcem? Mało tego myślę ze Bóg ma poczucie humoru!!!


Zgadzam się.
Nasze ludzkie uczucia związane z miłością, opierające się o naszą cielesność i zmysłowość, są obrazem postawy życzliwości Boga wobec człowieka, wobec ludzkości nazywanej przez nas Miłością, a która nie ma charakteru ludzkich uczuć.

ALe pomyśl o jednym, że dusza ludzka po śmierci jest sądzona. Czy sądzisz, że jako istota duchowa przestaje mieć uczucia! Aby dusza mogła zrozumieć swój sąd to musi przecież posiadać takie uczucia jak wstyd, odczuwanie żalu itd inaczej sąd nad nią nie miałby sensu!!!!

Bog nie żąda od nas w relacjach ze sobą uczuć miłości, które sa tylko przygodne, ale postawy miłości, bedacej aktem woli (aktem ducha - jeśli chcesz)

Ależ zgadzam się że uczucia do Boga nie mogą być przygodne, tak jak żadne prawdziwe uczucia. Między innymi sprawdzianem naszych uczuć do Boga są doświadczenia życia. Iluż ludzi zaczyna-wtedy gdy stracą wszystko- Bogu bluźnić i tracą wiarę. A gdy wszystko szło dobrze biegali do kościoła i dawali na tacę. Gdy ich dotknie los uważają, że Bóg ich opuścił!!!
Pozdrawiam

===

Nikt na ziemi nie zna całej Boskiej Prawdy, a człowiek powinien znać z Niej tyle, ile potrafi przyjąć i zrozumieć, aby w chwili doświadczenia nie zwątpił
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
kasandra_K80
 październik 16 2007 18:19   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 11/14/06
Postów:: 850

Medieval_man

Super!
Teraz wiesz jak kochać bliźniego.
Chociaż uczucia nadal Ci przeszkadzają



Super wypowiedź. Brawo!!!

Wszystkie znane nam pielgrzymki i spotkania religijne są aż przesycone wzniosłymi, egzaltowanymi pieśniami i modlitwami.
Na tzw. wzniosłe uczucia powołują się wszystkie kościoły, religie, instytucje państwowe i szkoły.

A tymczasem uczucia nam tylko przeszkadzają....

Uświadomiłeś mi, że to WSZYSTKO jest czysta MANIPULACJA.
Że wstydzić powinny się z tego powodu wszystkie wymienione instytucje i organizacje.

Pozdrawiam

===

 
 Profil   Email 
 Cytat 
Andrzej
 październik 16 2007 18:45   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Ech, Kasandro_K80
Nie będę Ci się już narzucał z wyjaśnieniami.

Odpowiedz sobie tylko proszę na pytanie:
- czym różni się użycie słowa "egzaltacja" podczas znanych nam pielgrzymek i spotkań religijnych od użycia słowa "uczucia, egzaltacja" w przypadku realizownaia przykazania o miłości bliźniego.
Czy uważasz, że miłość bliźniego to egzaltacja, uczucia?
Najwyraźniej tak.

Dla każdego, kto przeczytał w miarę uważnie moją wypowiedź jasne byc musi, że twierdzę, iż pewne negatywne uczucia (niechęć, gniew, złość, itd) mogą nam przeszkadzać w okazywaniu niektórym bliźnim (zwłaszcza tym, których mało lubimy, "nieprzyjaciołom") postawy miłości jakiej domaga się od nas Bóg.

W przekraczaniu, w stawaniu ponad tymi negatywnymi uczuciami mie ma nic z manipulacji, tylko zwykła dojrzałość, jaką dostrzegła w swym przykładzie matejanka.

ps.

jeszcze a propos "wzniosłych uczuć"
Wzniosłe uczucia to nie to samo, co zwykłe uczucie, tylko na jakimś wyższym stopniu.
To nie zwykła radość przemieniona w radość histeryczną, czy zwykły smutek wyniesiony do poziomu zapłakania się na śmierć.
Wzniosłe uczucia należą do zupełnie innego rodzaju uczuć...

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 16 2007 19:00   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by matejanka:

Pominę cały watek o zwierzętach.
Niech każdy wyciągnie dla siebie wnioski
Gniew nie jest anty-miłością.
Złość nie jest anty-miłością
Nienawiść nie jest anty-miłością.
Albowiem Ja, Pan, miłuję praworządność,
nienawidzę grabieży i bezprawia,
Iz 61, 8

To jest ludzka mowa mająca wyrażać Boskie Prawo. W Bogu nie ma gniewu, ani złości. Tu się chyba zgadzamy!

Zgadzam się tylko z tym, że w Bogu nie ma uczuć zmyslowych. Nie ma gniewu i złości, nie ma też takiej miłości będącej uczuciem.
A Ty chociaż odrzucasz drugą część cytatu sprawiasz wrażene jakbys nielogicznie akceptowąła pierwszą.
Quote by matejanka:
Pisząc że uwazam że definiowanie Miłości mija się z celem mam na myśli, że nigdy jej nie zdefiniujemy, gdyż to jest prawie to samo co próba zdefiniowania Boga, gdyż Bóg jest Miłością.

No tak, najłatwiej jest powiedzieć: nie da się.
A od czego Bóg dał nam rozum?

Owszem dał, ale rozumem nie pojmiemy tego co duchowe. To mozemy pojąć tylko duchem!

Właśnie nasz rozum jest tym, co łączy nas (jako obraz i podobieństwo Boże) z Bogiem.
W grece nowotestamentalnej
Nous - to słowo, w dosłownym znaczeniu wskazujace zarówno na ducha, rozsądek, intelekt, rozum

Tak więc nasz duch - to po prostu nasz intelekt, nasz rozum.
A więc rozumem (duchem) możemy pojąć to, co rozumowe (duchowe) .

Quote by matejanka:

I jeszcze raz podkreślam, że pisząc uczucia, nie mam nan myśli afektów, gdyż jestem pewna że afektów w Bogu nie może być. I tak jeżeli kocham moje dzieci i jestem na nie zła, to oczywiście ten afekt w niczym nie zmienia mojej miłości do nich.

Zaczynasz dobrze, matejanko.
Znalazłas różnicę między uczuciem, poruszeniem, afektem, a postawą miłości.
A więc wynika z tego, że miłość jest czymś większym od tych nagłych poruszeń uczuciowych.


Pewnie że tak , ale to przecież żadne odkrycie

Serio?
Jeszcze kilka dni temu pisałaś inaczej....
Quote by matejanka:

Pozostaje Ci odkryć, ze Bóg żądając od Ciebie miłosci nie domaga się tych nagłych afektów, ale konkretnej postawy, niezmiennej, niezależnej od uczuc.

Ech, Medieval man! Bóg nigdy ode mnie niczego nie żądał, to mnie zawsze najbardziej zawstydza, że Bóg prosi, a nie żąda. Że mnie nie powala na kolana swoją wielkością, a zniża się do mojego poziomu! Właśnie jak matka nad niemowlakiem szczęśliwa, że się uśmiechnął.

Daj spokój.
Czepiasz się słówek i próbujesz ucieczki w prawie kwietystyczny mistycyzm.
Czyżbys czytała ostatni duzo świętej Teresy z Lisieux?
Quote by matejanka:
I jeszcze raz: brawo.
Rozwijanie miłosci do bliźnich polega więc na kształtowaniu naszej świadomej postawy, a nie na wywoływaniu w sobie pozytywnych uczuć.
To samo jest z miłością Boga.
Nie polega ona na tym, że Bóg kocha nas uczuciowo, ale polega na pewnej Jego postawie wobec nas.
Widzisz: jak Królikowi dać czas, sam do tego dojdzie, to z Kubusia Puchatka


No widzisz, a twierdzisz że nie ma rozwoju

Bóg stworzył nasze serce ze zdolnoscią do miłości po której możemy poznać, choć w sposób niedoskonały, jaki Bóg jest. W jakim innym celu nazywałby siebie Ojcem? Mało tego myślę ze Bóg ma poczucie humoru!!!


Zgadzam się.
Nasze ludzkie uczucia związane z miłością, opierające się o naszą cielesność i zmysłowość, są obrazem postawy życzliwości Boga wobec człowieka, wobec ludzkości nazywanej przez nas Miłością, a która nie ma charakteru ludzkich uczuć.

ALe pomyśl o jednym, że dusza ludzka po śmierci jest sądzona. Czy sądzisz, że jako istota duchowa przestaje mieć uczucia! Aby dusza mogła zrozumieć swój sąd to musi przecież posiadać takie uczucia jak wstyd, odczuwanie żalu itd inaczej sąd nad nią nie miałby sensu!!!!

Nie widzę żadnego pwoodu, zeby do przeprowadzenia sądu potrzebne byłu uczucia w duszy

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
eviva
 październik 16 2007 20:51   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 09/08/06
Postów:: 1139


here

Moderatorsko:

Opatrz link komentarzem. Napisz co tam jest a nie wklejaj calego tekstu czy obszernych fragmentow. Naruszajac prawa forum naruszasz przy okazji prawa autorskie

Maxurd.

===

W każdym człowieku jest DUCH BOŻY-OJCIEC i DUCH CHRYSTUSOWY-SYN.Kto ma SYNA,ma żywot wieczny.
 
 Profil   Email 
 Cytat 
Andrzej
 październik 16 2007 21:40   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

O pseudo-objawieniach maryjnych

Musze wręcz zapytać:
- Evivo, zamieściłaś ten fragment dla żartu?
samochód na miłość zamiast na ropę

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Dezerter
 październik 16 2007 23:17   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 05/17/06
Postów:: 1841

"wówczas, jeśli takie obelgi i taką srogość, i taką odprawę zniesiemy cierpliwie, bez oburzenia i szemrania, i pomyślimy z pokorą i miłością, że odźwierny ten zna nas dobrze, lecz Bóg przeciw nam mówić mu każe, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała”.

Ten cytat podany przez Ciebie wyraźnie popiera moje stanowisko - zniesiemy cierpliwie, bez oburzenia i szemrania, i pomyślimy z pokorą i miłością - Franciszek myśli/zachowuje się jak ja - bez negatywnych emocji! (ale to zabrzmiało- - gdzie mi z Nim się porównywać!)
Nadal podtrzymuje: tam gdzie są negatywne uczucia nie ma mowy o miłości nawet w sensie religijnym.

Protestuje również i głęboko się nie zgadzam z wyłącznie intelektualnym traktowaniem i przedstawianiem Miłości Bożej do stworzenia.
Miłość jest wyjądkowym i szczególnym uczucie które legło u zarania stworzenia. Jest najpotężniejszą siłą we wszechświecie, niezgłębioną i niepojętą - bo Bóg jest Miłością.
Zgoda, że Bóg jest również Doskonałym i niczym nie ograniczonym Intelektem i zgoda, że na tym polega również a nawet głównie nasz " obraz i podobieństwo", ale to nie wszystko>
Intelekt to nie Miłość

===

Obecnie pisze na forum zchrystusem.pl
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
kasandra_K80
 październik 17 2007 08:16   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 11/14/06
Postów:: 850

Odpowiedz sobie tylko proszę na pytanie:
- czym różni się użycie słowa "egzaltacja" podczas znanych nam pielgrzymek i spotkań religijnych od użycia słowa "uczucia, egzaltacja" w przypadku realizownaia przykazania o miłości bliźniego.
Czy uważasz, że miłość bliźniego to egzaltacja, uczucia?
Najwyraźniej tak.


Medieval_man, dlaczego z wątku "o potrzebie uczuciowości w wierze" schodzisz do miłości bliźniego?
Przecież wykazywałeś wcześniej że w religii uczuciowość jest Bogu "obca", że jest On mądrością i wolą. Dezerterowi zaś wykazałeś że uczucia są przeszkodą w rozwoju.

Ja tylko rozwinęłam tę myśli.

Pozdrawiam

===

 
 Profil   Email 
 Cytat 
Andrzej
 październik 17 2007 10:44   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by Dezerter: Nadal podtrzymuje: tam gdzie są negatywne uczucia nie ma mowy o miłości nawet w sensie religijnym.

Protestuje również i głęboko się nie zgadzam z wyłącznie intelektualnym traktowaniem i przedstawianiem Miłości Bożej do stworzenia.

Widzę, Dezerterze, ze protestujesz
Na razie jednak jest to protest o podłożu emocjonalnym, posługujący sie argumentacją także emocjonalną.

Nie jestem zamknięty na dalsze rozważanie tego tematu i dochodzenie do jakiejś prawdy.
Natomiast argumenty emocjonalne... sam wiesz
Quote by Dezerter:
Miłość jest wyjądkowym i szczególnym uczucie które legło u zarania stworzenia. Jest najpotężniejszą siłą we wszechświecie, niezgłębioną i niepojętą - bo Bóg jest Miłością.
Zgoda, że Bóg jest również Doskonałym i niczym nie ograniczonym Intelektem i zgoda, że na tym polega również a nawet głównie nasz " obraz i podobieństwo", ale to nie wszystko>
Intelekt to nie Miłość


Oczywiście, że Intelekt to nie Miłość.
Miłość to akt woli, to przychylne, przyjazne nastawienie woli, a przyjaźń to na najwyższy stopień miłości.

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 17 2007 10:46   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by kasandra_K80:
Odpowiedz sobie tylko proszę na pytanie:
- czym różni się użycie słowa "egzaltacja" podczas znanych nam pielgrzymek i spotkań religijnych od użycia słowa "uczucia, egzaltacja" w przypadku realizownaia przykazania o miłości bliźniego.
Czy uważasz, że miłość bliźniego to egzaltacja, uczucia?
Najwyraźniej tak.


Medieval_man, dlaczego z wątku "o potrzebie uczuciowości w wierze" schodzisz do miłości bliźniego?
Przecież wykazywałeś wcześniej że w religii uczuciowość jest Bogu "obca", że jest On mądrością i wolą. Dezerterowi zaś wykazałeś że uczucia są przeszkodą w rozwoju.

Ja tylko rozwinęłam tę myśli.

Pozdrawiam


Przykro mi, ale chyba rozmawiamy w innych językach. Nie chcę powtarzać całego wątku.
Jesli go przecyztasz zrozumiesz dlaczego mówimy w nim także o miłości bliźniego i w czym Dezerterowi przeszkadzają uczucia....
Miłej lektury

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
kasandra_K80
 październik 17 2007 12:48   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 11/14/06
Postów:: 850

No dobra, doczytałam cały wątek.

Ale wkażcie mi KONKRETNE OSOBY, współcześnie żyjące osoby, którym cała tutaj przedstawiona teoria się SPRAWDZA.
Których Miłość Boga leczy i uzdrawia.
Którzy Miłościa Boga leczą i uzdrawiają.
Pytam i Mediaval_mana i Matejanke i Evive i pozostałe osoby...

Widać wokól mnóstwo chorych, nieszcześliwych, grzesznych, bezdomnych, odtrąconych, niekochanych ...
W świecie dominują wojny, bezprawie, siła, przemoc i grzech.

Sądzicie że osoby wątpiące i ateiści maja problemy z czytaniem tekstu i jego zrozumieniem?
Na pewno przeczytali ten cały wątek.
Ale widoczne (a właściwie niewidoczne) efekty i zbędne w świecie cierpienie, nie przekonują ich.

Zapytajcie Gocka lub Regulego co o tym wszystkim sądzą....
Powiedzą że człowiek stara się jak umie i czasami nawet mu coś wychodzi w zakresie miłości blizniego...
Ale Bożej Miłości w tym nie ma,
ponieważ człowiek tak naprawdę działa SAM (Bóg go nie wspiera)
i wszelkie ludzkie działanie jest tylko KROPLĄ w morzu ludzkich potrzeb...

Pozdrawiam

===

 
 Profil   Email 
 Cytat 
matejanka
 październik 17 2007 13:20   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 03/05/06
Postów:: 2775

Quote by kasandra_K80: No dobra, doczytałam cały wątek.

Ale wkażcie mi KONKRETNE OSOBY, współcześnie żyjące osoby, którym cała tutaj przedstawiona teoria się SPRAWDZA.
Których Miłość Boga leczy i uzdrawia.
Którzy Miłościa Boga leczą i uzdrawiają.
Pytam i Mediaval_mana i Matejanke i Evive i pozostałe osoby...

Widać wokól mnóstwo chorych, nieszcześliwych, grzesznych, bezdomnych, odtrąconych, niekochanych ...
W świecie dominują wojny, bezprawie, siła, przemoc i grzech.

Sądzicie że osoby wątpiące i ateiści maja problemy z czytaniem tekstu i jego zrozumieniem?
Na pewno przeczytali ten cały wątek.
Ale widoczne (a właściwie niewidoczne) efekty i zbędne w świecie cierpienie, nie przekonują ich.

Zapytajcie Gocka lub Regulego co o tym wszystkim sądzą....
Powiedzą że człowiek stara się jak umie i czasami nawet mu coś wychodzi w zakresie miłości blizniego...
Ale Bożej Miłości w tym nie ma,
ponieważ człowiek tak naprawdę działa SAM (Bóg go nie wspiera)
i wszelkie ludzkie działanie jest tylko KROPLĄ w morzu ludzkich potrzeb...

Pozdrawiam

Ostatnie zdanie Kasandro niestety jest prawdą, że każde ludzkie działanie jest kroplą w morzu ludzkich potrzeb i niestety będzie jeszcze gorzej, gdyz zbliżamy się do końca końców. Będzie tak, że będziemy masowo ginęli i ci co myśleli, że wierzą stracą wiarę. Gdyż każda wiara oparta na zewnętrznej wierze w zewnętrzny kościół w zewnętrzne sakramenty, w pośredników i w środki nauki pryśnie jak bańka mydalna a jedynym ratunkiem będzie Nowa Arka wewnętrzna Świątynia i wewnętrzny Głos, który nas poprowadzi. ALe przygotować się trzeba teraz, gdyż gdy kataklizmy zaczną pochłaniać całe lądy będzie za późno aby rozumieć otaczające wydarzenia i nie bluźnić Bogu. Do tego konieczne jest dogłębne poznanie Nauki Ducha Świętego. W życiu każdego człowieka dzieją się cuda i to codziennie tak jak i duchowe uzdrowienia Boską energią. Niestety ludzie są ślepi i tego nie widzą, a akty miłosierdzia Boga uważają za przypadek lub że mieli szczęście w nieszczęsciu. W samej mojej rodzinie zdarzyło się wiele cudów ale ludzie z zewnątrz tego nie są w stanie zobaczyć. Gdybyś Kasandro przyjrzała się dogłębnie swojemu życiu i swoich bliskich pod kątem działania Boskiej Opatrzności, to gwarantuję Ci że wiele znajdziesz dowodów na jej działanie gdyż Ona działa dla dobra wszystkich ludzi.
Pozdrawiam serdecznie

===

Nikt na ziemi nie zna całej Boskiej Prawdy, a człowiek powinien znać z Niej tyle, ile potrafi przyjąć i zrozumieć, aby w chwili doświadczenia nie zwątpił
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Andrzej
 październik 17 2007 14:55   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by matejanka: Ostatnie zdanie Kasandro niestety jest prawdą, że każde ludzkie działanie jest kroplą w morzu ludzkich potrzeb i niestety będzie jeszcze gorzej, gdyz zbliżamy się do końca końców. Będzie tak, że będziemy masowo ginęli i ci co myśleli, że wierzą stracą wiarę. Gdyż każda wiara oparta na zewnętrznej wierze w zewnętrzny kościół w zewnętrzne sakramenty, w pośredników i w środki nauki pryśnie jak bańka mydalna a jedynym ratunkiem będzie Nowa Arka wewnętrzna Świątynia i wewnętrzny Głos, który nas poprowadzi. ALe przygotować się trzeba teraz, gdyż gdy kataklizmy zaczną pochłaniać całe lądy będzie za późno aby rozumieć otaczające wydarzenia i nie bluźnić Bogu. Do tego konieczne jest dogłębne poznanie Nauki Ducha Świętego. W życiu każdego człowieka dzieją się cuda i to codziennie tak jak i duchowe uzdrowienia Boską energią. Niestety ludzie są ślepi i tego nie widzą, a akty miłosierdzia Boga uważają za przypadek lub że mieli szczęście w nieszczęsciu. W samej mojej rodzinie zdarzyło się wiele cudów ale ludzie z zewnątrz tego nie są w stanie zobaczyć. Gdybyś Kasandro przyjrzała się dogłębnie swojemu życiu i swoich bliskich pod kątem działania Boskiej Opatrzności, to gwarantuję Ci że wiele znajdziesz dowodów na jej działanie gdyż Ona działa dla dobra wszystkich ludzi.
Pozdrawiam serdecznie


matejanko
wypowiadasz się nie na temat tylko prowadzisz jakąś dziwną kampanię o nowej Arce i nowej nauce.
Przykro mi, ale to forum nie ma być w założeniu sceną propagandy.



Nawet nie będe się wysiłał, żeby Ci odpowiadać, to byłby totalny OT

W oczekiwaniu na merytoryczne wypowiedzi, pozdrawiam

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
eviva
 październik 18 2007 09:06   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 09/08/06
Postów:: 1139

Dezerter

Protestuje również i głęboko się nie zgadzam z wyłącznie intelektualnym traktowaniem i przedstawianiem Miłości Bożej do stworzenia.
Miłość jest wyjątkowym i szczególnym uczucie które legło u zarania stworzenia. Jest najpotężniejszą siłą we wszechświecie, niezgłębioną i niepojętą - bo Bóg jest Miłością.
Zgoda, że Bóg jest również Doskonałym i niczym nie ograniczonym Intelektem i zgoda, że na tym polega również a nawet głównie nasz " obraz i podobieństwo", ale to nie wszystko>
Intelekt to nie Miłość


Masz rację to co piszesz,ale dlaczego nazywasz Miłość siłą,a nie Bożą energią?

Bóg jest Miłością,ale i Duchem {Świętym}.Słowo duch oznacza też i energię.Tak więc Duch Święty jest też energią Bożą,a nie tylko osobą.O Duchu Świętym jako o Bożej energii mówił Jan Paweł II:

Jan Paweł II
DUCH ŚWIĘTY W STARYM TESTAMENCIE
Audiencja generalna 13 maja 1998

5. Już w Starym Testamencie widoczne są dwie cechy tajemniczej tożsamości Ducha Świętego, które dokładniej ukazuje następnie objawienie zawarte w Nowym Testamencie.

Pierwsza z nich to całkowita transcendencja Ducha, który właśnie dlatego jest nazywany «świętym» (Iz 63, 10. 11; Ps 51, 13). Duch Boży zawsze jest «Boski». Nie jest rzeczywistością, którą człowiek może zrozumieć zdając się wyłącznie na własne siły, ale darem otrzymanym z wysoka: można Go jedynie wzywać i przyjąć. Nieskończenie «inny» niż człowiek, Duch Święty zostaje dany darmo tym, którzy są powołani, aby z Nim współpracować w dziele zbawienia. A kiedy człowiek pokornie i otwarcie przyjmuje tę Boską energię, zostaje uwolniony od swego egoizmu i od swoich lęków, a w świecie zakwita miłość i prawda, wolność i pokój.

Inną cechą Ducha Bożego jest «dynamiczna» moc, która objawia się w Jego działaniu w historii. Czasami próbuje się nakładać na biblijny obraz Ducha pojęcia związane z innymi kulturami, np. ideę «ducha» jako zjawiska ulotnego, statycznego i biernego. Natomiast biblijna koncepcja ruah oznacza

nadzwyczaj żywotną, potężną i mocniejszą niż wszystko inne energię..{Bożą,Ducha Świętego}

here

Czytałeś "Traktat o Miłośći",w którym pisze:

Miłość jest energią...Dla niektórych ludzi kwestią problematyczną jest traktowanie Boga osobowo, a równocześnie nieosobowo.Bóg jest bardzo bliski,stanowi część ciebie....

Jeśli możesz,to przeczytaj i wyraź swoje zdanie.

here
--------------

kasandra K80

Wbrew temu co mówił Jan Paweł II,że Duch Święty jest też i Bożą energią,Kościół nie uznaje tego faktu i walczy z wszelkimi formami leczenia przy pomocy energii.Reiki uważa się za groźną sektę,bioenergioterapię też itd.Chociaż wg mnie,te sposoby niekonwencjonalnego leczenia pod różnymi nazwami,jest to leczenie Duchem Świętym,Bożą energią.Więcej można podyskutować w temacie o energii lub o Duchu Świętym,jeśli jest taki temat i nasi kochani moderatorzy,nie będą mieli nic przeciwko temu.

===

W każdym człowieku jest DUCH BOŻY-OJCIEC i DUCH CHRYSTUSOWY-SYN.Kto ma SYNA,ma żywot wieczny.
 
 Profil   Email 
 Cytat 
kasandra_K80
 październik 18 2007 10:27   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 11/14/06
Postów:: 850

Eviva

http://rbryzi.w.interia.pl/Mo.html

>Poddaj krytyce swoje wewnętrzne uczucia wobec świata. Usuń z serca i umysłu zazdrość, zawiść, złość, brak przebaczenia, przesąd. Te negatywne emocje uszczuplają twoją energię i twoje życie.
>Myśl o skrzywdzeniu innej osoby wyrządza większą krzywdę tobie niż komukolwiek innemu. To, co myślisz o innych, staje się przede wszystkim modlitwą za siebie.


Zauważyłam, że osoba która kumuluje w sobie złe emocje częściej choruje na różne choroby.
I jeśli sytuacja jest juz tak zła, że w skutek tego zachoruje, to jaką metoda może tę złą passę przerwać i jak wrócić do zdrowia?
Własnymi siłami często nie jest w stanie...

I jak może odwrócić sytuację, w której swoimi słowami i zachowaniem już komuś zaszkodziła (prawo karmy).
Przecież musi najpierw naprawić wyrządzone przypadkowo zło, ponieważ to warunkuje jej własny powrót do zdrowia.

>Kiedy znajdujesz w sercu strach, gniew oraz inne destrukcyjne emocje i kiedy pochłaniają one twoje myśli, wówczas wiedz, że lina ratownicza prowadząca do Istoty Boga, została przecięta. Jest w tobie jakiś supeł, jakaś blokada.


I jaka sytuacja może wówczas odbudować tę przerwaną relacje z Bogiem?
Czy człowiek w głębokim gniewie potrafi to uczynić?
Nie zauważyłam tego...
Co może mu wówczas pomóc ?

Pozdrawiam

===

 
 Profil   Email 
 Cytat 
Andrzej
 październik 18 2007 11:27   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by eviva: Dezerter

Protestuje również i głęboko się nie zgadzam z wyłącznie intelektualnym traktowaniem i przedstawianiem Miłości Bożej do stworzenia.
Miłość jest wyjątkowym i szczególnym uczucie które legło u zarania stworzenia. Jest najpotężniejszą siłą we wszechświecie, niezgłębioną i niepojętą - bo Bóg jest Miłością.
Zgoda, że Bóg jest również Doskonałym i niczym nie ograniczonym Intelektem i zgoda, że na tym polega również a nawet głównie nasz " obraz i podobieństwo", ale to nie wszystko>
Intelekt to nie Miłość


Masz rację to co piszesz,ale dlaczego nazywasz Miłość siłą,a nie Bożą energią?

Bóg jest Miłością,ale i Duchem {Świętym}.Słowo duch oznacza też i energię.Tak więc Duch Święty jest też energią Bożą,a nie tylko osobą.O Duchu Świętym jako o Bożej energii mówił Jan Paweł II:
(...)


Słowo duch nie oznacza energii w żadnym z języków.
Mowi się w teologii o boskich energiach, ale nie w sensie jakiejś siły czy mocy duchowej bedącej odpowiednikiem energii fizycznej.
Energia taka to po prostu czysty akt istnienia.
No, ale do tego trzeba czytać coś więcej niż ezoteryczne tygodniki kolorowe.
Przyjęcie Ducha Świetego jako daru, u Jana Pawła II, to przyjęcie uczestniczenia w życiu Bożym przez łaskę.

Pisaliśmy juz o tym wiele razy. Szkoda, że nie przeczytałaś

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
matejanka
 październik 18 2007 12:35   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 03/05/06
Postów:: 2775

matejanko
wypowiadasz się nie na temat tylko prowadzisz jakąś dziwną kampanię o nowej Arce i nowej nauce.
Przykro mi, ale to forum nie ma być w założeniu sceną propagandy.



Nawet nie będe się wysiłał, żeby Ci odpowiadać, to byłby totalny OT

W oczekiwaniu na merytoryczne wypowiedzi, pozdrawiam

No dobrze! Masz trochę racji .
Chodziło mi o to, że ludzie mie widzą Boskiej Miłosci i dzialania Boskiego Miłosierdzia na każdym kroku i w każdym ludzkim życiu. Gdyż Boska Miłośc objawia się właśnie w działaniu, nie w deklaracjach uczuć, lecz w nieustannym obdarowywaniu swojego Stworzenia ogromem Łask. Niestety człowiek nauczył się mierzyć miłość i dobroczynnośc w sposób materialny i nie chce zrozumieć że to co go spotyka, nawet jeżeli czasem zaboli, jest jak odcięcie uschniętej gałęzi lub jak wyrwanie zęba- dla dobra jego duszy. Bo w naszym życiu o nic nie chodzi innego jak o zdrowie i zbawienie duszy. Dlatego ciało musi cierpieć i rezygnować nieraz z komfortu, aby dusza pewne wartości zrozumiała i potrafiła tylko to co cesarskie oddawać cesarzowi, czyli światu, a nie wszystko,do tego stopnia, że Bogu już nic nie potrafi ofiarować. Mam na myśli serce, myśli uczynki miłosierdzia, takie jakie czynił Jezus. I nie jako wszędzie ogłaszaną dobroczynnośc tylko tak "żeby lewica nie wiedziała co czyni prawica."
Reasumując Boska Miłośc nikoniecznie objawia się nam tylko (choć też)jako dobrobyt, zdrowie i powodzenie!!!
Pozdrawiam

===

Nikt na ziemi nie zna całej Boskiej Prawdy, a człowiek powinien znać z Niej tyle, ile potrafi przyjąć i zrozumieć, aby w chwili doświadczenia nie zwątpił
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Ewa
 październik 21 2007 10:10   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 04/21/06
Postów:: 1174

Dezerterze,


przeczytalam Twoja mysl:

z księdzem Kaszowskim to juz nie do końca sie moge zgodzić a szczególnie z tym, że miłością bliźniego można nazwać nawet niechęć:

„pragnę go rozwijać, nawet — gdy odczuwam do niego niechęć, „

to już nadinterpretacja słowa „Miłość bliźniego”
Czemu? - już mówię - tam gdzie są negatywne uczucia nie ma mowy o miłośći nawet w sensie religijnym.


i chcialabym Cie zapytac czy w Tobie budza sie uczucia : duzej antypatii do kogos? i nie ma tam przeblyskow na zrozumienie czy zachowania czy postawy-lub tez niezrozumienie?.
Ja mam strasznie! w pierwszym momencie zloszcze sie -ale pozniej nie mam negatywnych uczuc-nie ma kogos takiego kogo moglabym az nienawidziec bo i za co?, nie rozumiem ludzi, ktorzy sie unikaja bo sie nie lubia.
To nie lubienie sie-to jest jakas stala funkcja matematyczna?.
Wyczytalam w Pismie Swietym, ze Pan Jezus zaleca nam abysmy : jak juz cos robimy: praca, hobby,cokolwiek to zebysmy robili to z sercem-wkladali w to i oddawali z siebie wszystko-cudowne uczucie-od czasu kiedy to stosuje w mojej pracy, w zyciu codziennym - nie prowokuje nawet nikogo do negatywnych mysli-ale jak tylko zaczynam egoistycznie spostrzegac -budza sie we mnie negatywne uczucia-dlatego staram sie niedopuscic do tego-staram sie widziec ta pozytywna strone-tylko i wylacznie-i mam kontrole nad negatywnoscia.
W oparciu tez o to podejscie-rowniez do blizniego-nie ma tu miejsca na negatywne zrodla. Zalozenie bowiem jest DobRe, i zalozenia tego nic nie moze zaklocic.
To nie jest nadinterpretacja, to jest Twoj stosunek do rzeczy dookola tego kogos i tego kogos.To na czym polegalby nasz ludzki osad? na tym, ze kogos tylko nie lubimy?.Potrafisz celowo skrzywdzic drugiego?wysmiac go, podac mu zla odpowiedz?.
"Cel uswieca srodki"w pozytywnym widzeniu jest tego wymownym opisem.

===

Pokoj z Wami!
 
 Profil   Email 
 Cytat 
Dezerter
 październik 21 2007 22:36   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 05/17/06
Postów:: 1841

i chcialabym Cie zapytac czy w Tobie budza sie uczucia : duzej antypatii do kogos? i nie ma tam przeblyskow na zrozumienie czy zachowania czy postawy-lub tez niezrozumienie?.
Ja mam strasznie! w pierwszym momencie zloszcze sie -ale pozniej nie mam negatywnych uczuc-nie ma kogos takiego kogo moglabym az nienawidziec bo i za co?, nie rozumiem ludzi, ktorzy sie unikaja bo sie nie lubia.

Jasne, że się budzą - święty nie jestem - nawet Jezusowi w świątyni "puściły nerwy" i pogonił przekupniów. Ale to jest na chwile bo później - nie " odczuwam do niego niechęć" nie nosze urazy i cieszę się , że ty masz tak samo.
A skoro tak można i głęboko wierzę, że tak trzeba to właśnie dlatego napisałem to tłustym drukiem i nie zgodziłem się z księdzem i Medievalem.
Mam nadzieję, że myślisz podobnie.

pozdrawiam serdecznie myślących i czujących podobnie
i tych kochających mózgiem też


===

Obecnie pisze na forum zchrystusem.pl
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Ewa
 październik 22 2007 00:15   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 04/21/06
Postów:: 1174

Tak, masz racje Dezerter, nie mozna odczuwac niecheci do kogos i jednoczesnie checi dobrej woli-rozwijania tego kogos.

P.S. Ja sie ciesze z wyborow w Polsce. Pozdrawiam wszystkich .

===

Pokoj z Wami!
 
 Profil   Email 
 Cytat 
Andrzej
 październik 22 2007 11:20   
Forum

Status: offline

Zarejestrowany: 01/31/05
Postów:: 3977

Quote by corka: Tak, masz racje Dezerter, nie mozna odczuwac niecheci do kogos i jednoczesnie checi dobrej woli-rozwijania tego kogos.



Można.
A nawet trzeba.
Bóg nam to nakazał mówiąc "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego"
A Bóg nie nakazuje rzeczy niemożliwych.

Czy sądzisz, że miłosierny Samarytanin nie odczuwał niechęci do tego, kto był przedstawcielem narodu okazującego mu nieustanną wrogość i nienawiść?

A przecież to on okazał się bliźnim, bo okazal miłosierdzie

===

Kościół modlący się i nauczający Pisma może znaleźć w Biblii rozumienia, które wychodzą poza klasyczną, fundamentalistyczną interpretację
 
 Profil   Email   Strona www 
 Cytat 
Zawartość wygenerowana w: 0,67 sekund
Nowy wątek Odpowiedz



 
Zwykły temat Zwykły temat
Temat zamknięty. Temat zamknięty.
Gorący temat Gorący temat
Nowy post Nowy post
Gorący temat i nowe posty Gorący temat i nowe posty
Temat zamknięty i nowe posty Temat zamknięty i nowe posty
Zobacz posty gości 
Goście serwisu mogą wysyłać posty 
HTML dozwolony w ograniczonym zakresie 
Zawartość zmoderowana