Jak interpretować Pismo Święte?

wto, 20 lip 2004, 14:12:53

Autor: Gość serwisu

Zastanawia mnie, dlaczego niektóre fragmenty Bibli traktowane są jak dokładne przekazy historyczne, a inne z kolei jako metafora czy przypowieść poetycka. Wiem, że były pisane przez innych ludzi, ale czy nie jest to przypadkiem dobry sposób na "tego nie bierz dosłownie, w koncu to metafora" i "było tak i tak, Biblia podaje to przecież dokładnie".

Na pytanie nadesłane przez Czytelnika odpowiada Roman Zając - biblista i demonolog z KUL.

Jestem biblistą katolickim, więc moja odpowiedź będzie związana z katolickim podejściem do Pisma Świętego.

W 1993 roku, a więc już stosunkowo dawno, ukazał się bardzo ważny dokument Papieskiej Komisji Biblijnej pt.: "Interpretacja Biblii w Kościele". Polecam lekturę tego dokumentu, który został prztełumaczony przez ks. prof. K. Romaniuka, a później przez ks. prof. Ryszarda Rubinkiewicza (jedynego Polaka będącego członkiem Papieskiej Komisji Biblijnej). Pełny tekst można znaleźć również w internecie.

Dokument jest czymś w rodzaju skróconego podręcznika hermeneutyki biblijnej. Wiemy, jak ważną sprawą jest dla teologii interpretacja Biblii. Mozna wręcz powiedzieć, że jest to kwestia fundamentalna, bo Biblia jest fundamentem, na którym buduje się wszelkie wnioski teologiczne. Różnice w sposobie jej interpretacji leżą u źródeł największych podziałów chrześcijaństwa. W ramach samej teologii katolickiej do dnia dzisiejszego możemy natrafić na dwa style interpretacji, augustyński i tomistyczny, wywodzące się jeszcze z aleksandryjskiej i antiocheńskiej szkoły katechetycznej. Pierwszy - zresztą pod wpływem platonizmu - ma wyraźną skłonność do interpretacji alegorycznej i symbolicznej, drugi - pod wpływem arystotelizmu - ma skłonność do realizmu. Można w uproszczeniu przyjąć, że interpretacja katolicka wciąż szuka złotego środka między "błądzeniem w chmurach wieloznaczności" a uwięzieniem w bezpłodnej dosłowności.

Myślę, że w znacznej mierze różnice w podejściu do Biblii przez katolików i niektóre kręgi protestantyzmu wypływają z innego rozumienia pojęcia natchnienia biblijnego. KRK definiuje natchnienie jako szczególny rodzaj współpracy człowieka z Bogiem. W KRK natchnienie rozumiemy jako inspirację, która nie wykluczała ludzkich ograniczeń, związanych z wiedzą, wykształceniem, mentalnością i kulturą natchnionego autora, co znalazło swoje odzwierciedlenie w tekście natchnionym. Dlatego Pismo Święte ma charakter teandryczny, to znaczy bosko-ludzki. Jest dziełem zarówno Boga jak i człowieka. Na obrazach przedstawia się czasem anioła szepczącego do ucha ewangelisty, ale jest to błędne wyobrażenie, gdyż Pismo Święte nie zostało podyktowane. Wyznawcy islamu wierzą, że tak właśnie powstał Koran. Koran nie jest więc z ich punktu widzenia Pismem natchnionym, ale objawionym. Nauka katolicka natomiast podkreśla, że Pismo Święte w całości jest natchnione (bo jest wynikiem współpracy autora ludzkiego i Boga), ale nie jest ono objawione. Zawiera jednak objawione treści. Natchnienie biblijne nie dotyczyło zresztą samego faktu spisania, ale obejmuje cały proces powstawania tekstu, poprzez tradycję ustną, kompletowanie materiału, kolejne redakcje, aż do ostatecznie przyjętej formy kanonicznej. Natchnienie nie było czymś jednorazowym, ale procesem. Odmienne podejście ma chociażby Kościół zielonoświątkowy, który odciął się od metod stosowanych przez XX- wieczne szkoły historyczno-krytyczne,a czynnikiem decydującym o tym były nie tyle same metody badania tekstu, co wnioski formułowane przez te szkoły. Kościół katolicki zaś, mimo początkowych obaw, zaakceptował korzystanie z tych metod, które z czasem stały się podstawowym narzędziem dla katolickich biblistów. Pan pastor Marek Kurkierewicz w artykule "Zalety i braki zielonoświątkowych praktyk egzegetycznych" napisał :"jeżeli krytyka form (Formgeschichte) formułuje wniosek, że Ewangelia Mateusza składa się z pojedynczych jednostek literackich, które powstały w różnych środowiskach pierwotnych gmin chrześcijańskich (Sitz im Leben) i przekazuje nie tyle nauczanie Jezusa, co wiarę, a raczej odpowiedź na potrzeby tych pierwotnych gmin, to zielonoświątkowcy odrzucają takie wnioski (...) dlatego, że zerwany zostaje związek między treścią Ewangelii a nauczaniem Jezusa, którego pierwotna nauka i postać stają się - wg Formgeschichte - niemożliwe do odtworzenia; to z kolei pociąga za sobą utratę przez tekst autorytetu samego Syna Bożego".

Oczywiście twierdzenie, że Jezus historii i Chrystus wiary nie mają ze sobą nic wspólnego, jest nie do przyjęcia, ale bibliści katoliccy, zgodnie z katolicką nauką o natchnieniu, przyjmują, że nad całym tym procesem formowania się ewangelii czuwał Duch Święty. W egzegezie mówi się o tzw. "ipsissima verba Jesu Christi", tzn. autentycznych słowach Jezusa, oraz o takich, które zostały włożone w Jego usta przez ewangelistów. Jezus być może nie użył pewnych sformułowań, które zostały mu przypisane, ale w świetle zmartwychwstania, po oświeceniu danym przez Ducha, uczniowie zaczęli inaczej i pełniej pojmować sens pewnych wydarzeń. I właśnie w tym świetle, patrząc na te wydarzenia retrospektywnie, konstruowali orędzie o Jezusie, które zawarte zostało póżniej w ewangeliach. Nie popełnili więc błędu, tylko widzieli wydarzenia pełniej, dzięki Duchowi Prawdy, który ich oświecił i dał możliwość przeniknięcia tajemnic wiary.

Apostołowie przekazywali nie tylko słowa Pana, ale również je wyjaśniali i interpretowali, nawiązując do potrzeb słuchaczy. Dysponując tradycją ustną oraz elementami spisanymi, łączyli je ze sobą, przy okazji streszczając i wyjaśniając. Komentarz do słów Jezusa organicznie włączano w Jego wypowiedzi. Dlatego to, co zawierają Ewangelie, jest słowem Pana, ale już zinterpretowanym przez rozwijającą się pod natchnieniem Ducha Świętego tradycję apostolską, z której czerpali ewangeliści - autorzy natchnieni. Celem ewangelii nie było zaś napisanie historycznej biografii Jezusa ani uczynienie sprawozdania z trzech lat Jego wędrówek. Ewangelie podporządkowane były pewnym koncepcjom teologicznym, które przyświecały autorom. Przebieg wydarzeń, konstruowano tak, aby jak najlepiej uwypuklić pewne prawdy, dlatego np. wszystkie mowy u Mateusza są połączone w jedno wielkie Kazanie na górze. U Jana Jezus dokonuje oczyszczenia świątyni na początku swej działalności, a u synoptyków pod koniec, itd. Wszystko wypływa z tego, że co innego chciano zaakcentować.

Zgodnie z dokumentem Papieskiej Komisji Biblijnej "Interpretacja Biblii w Kościele", PKB odrzuca zdecydowanie fundamentalistyczne podejście w lekturze Pisma Świętego, charakterystyczne dla pewnych kręgów protestantyzmu i dla środowisk katolickich integrystów. Pozwolę sobie w tym miejscu na zacytowanie dokumentu.

"Fundamentalistyczna lektura Biblii opiera się na założeniu, że Biblia, będąc natchnionym i wolnym od błędu Słowem Bożym, powinna być odczytywana oraz interpretowana dosłownie we wszystkich szczegółach, wykluczając wszelkie próby rozumienia Biblii z uwzględnieniem jej historycznego powiększania się i rozwoju. (...) Problemem zasadniczym fundamentalistycznej lektury Biblii jest to, że zanegowawszy historyczność objawienia biblijnego, nie jest się już w stanie przyjąć w całej pełni samej prawdy o tajemnicy Wcielenia. Fundamentalizm nie dopuszcza w relacji człowieka do Boga żadnych bezpośrednich związków tego, co Boskie z tym, co ludzkie. Nie uznaje również tego, że natchnione Słowo Boże zostało przekazane za pomocą ludzkiego języka i że Pismo Święte zredagowano, wprawdzie pod natchnieniem Bożym, ale przez ludzi jako autorów, których możliwości intelektualne i zasoby wiedzy były ograniczone. Konsekwentnie fundamentaliści uważają, że Pismo św. zostało podyktowane słowo po słowie przez Ducha Świętego i odrzucają opinię, według której Słowo Boże zostało wyrażone za pomocą języka w całej frazeologii uwarunkowanej przez taką lub inną epokę. Nie interesują się też wcale formami literackimi ani modelami ludzkiego myślenia, utrwalonymi w tekstach biblijnych. Wiele z nich to jak wiadomo owoc długiego procesu, rozciągającego się na całe okresy czasu, ze śladami sytuacji historycznych bardzo zróżnicowanych. Fundamentalizm podkreśla, nie bez przesady, bezbłędność różnych szczegółów tekstów biblijnych zwłaszcza historycznych i nawiązujących do rzekomych prawd naukowych. Często historycyzuje nawet to, co ze swej natury nie może uchodzić za historyczne. Uważa bowiem za historyczne to wszystko, co zostało przekazane przy użyciu słów w czasie przeszłym, nie zwracając uwagi na możliwość zaistnienia sensu symbolicznego lub metaforycznego. Fundamentalizm zdradza często tendencję do całkowitego ignorowania albo wręcz odrzucania problemów, jakie stwarza tekst biblijny z racji różnych sformułowań w języku hebrajskim, aramejskim czy greckim. Często wiąże się w sposób wprost niewolniczy z jakimś jednym tylko tłumaczeniem, dawnym lub nowożytnym. (...) W ewangeliach fundamentaliści nie biorą pod uwagę pewnego powiększania się tradycji ewangelicznej, uważając naiwnie, że stadium końcowe tej tradycji (czyli to, co ewangeliści napisali) pokrywa się z jej stadium początkowym (czyli z opisami samych czynów i z powtórzeniami słów Jezusa historii). Nie przywiązują też żadnej wagi do sposobu, w jaki pierwotne społeczności chrześcijańskie pojmowały pojawienie się w ich życiu samego Jezusa z Nazaretu i Jego nauki. A przecież w tym właśnie zawiera się świadectwo, pochodzenia wprost apostolskiego zarówno samej wiary chrześcijańskiej jak i jej bezpośredniego wyrazu. W ten sposób fundamentalizm doprowadza do swoistego wynaturzenia przesłania, jakie niesie ze sobą ewangelia. (...) Fundamentalistyczne podejście do Biblii jest niebezpieczne dlatego, że przyciąga do siebie ludzi, którzy w Piśmie św. szukają wyjaśnienia swoich życiowych problemów. Otóż ludzi tych może spotkać bolesny zawód. Spotkają się bowiem z wyjaśnieniami pobożnymi, ale iluzorycznymi, zamiast dowiedzieć się, że Biblia nie musi zawierać odpowiedzi bezpośrednich na pytania, jakie stawia przed nimi życie. Fundamentalizm popycha ludzi choć tego nie mówi w kierunku swoistego samobójstwa myślowego. Wprowadza do życia poczucie fałszywej pewności siebie przez to, że podświadomie nie oddziela ograniczeń ludzkich możliwości w przekazywaniu prawd biblijnych od samej substancji Bożego przesłania".

Soborowa Konstytucja o Bożym Objawieniu bardzo mocno akcentuje zbawczy charakter prawdy w Piśmie Świętym, jako klucz do jego interpretacji. Jest to zmiana perspektywy teologicznej na temat bezbłędności Biblii. Od końca XIX wieku, to jest od wydania przez Leona XIII encykliki "Providentissimus Deus", nauka Kościoła podkreślała bezbłędność i nieomylność Biblii. Była to reakcja na tak zwaną kwestię biblijną we Francji, kiedy to dostrzeżono sprzeczności między tym, co mówi Biblia a wynikami nauk. Encyklika wyjaśniała, że cel, dla którego powstało Pismo Święte, nie ma charakteru naukowego, lecz religijny, tak więc wypowiedzi autorów natchnionych na temat przyrody czy astronomii są po prostu zapisem sądów wrażeniowych. Niemniej jednak encyklika miała charakter typowo apologetyczny. Wskazują na to właśnie takie sformułowania jak bezbłędność, nieomylność. Nowe spojrzenie na Biblię, od strony bardziej pozytywnej, pojawiło się wraz z rozwojem teologii biblijnej, szczególnie teologii objawienia, gdzie wielkie zasługi położył prof. P. Grelot. Zwrócił on uwagę na to, że w Biblii jest zawarta przede wszystkim prawda dotycząca zbawienia. Zatem celem słowa Bożego jest przekazywanie ludziom Objawienia. Bóg właściwie objawia tylko jedną rzecz: tajemnicę zbawienia zrealizowaną w Jezusie Chrystusie. Objawienie zawsze jest związane z tajemnicą zbawienia. Prawda Biblii ma za przedmiot objawienie zbawienia. W Księdze Rodzaju mamy dwa różne opisy stworzenia świata. Pismo Święte nie jest jednak stenogramem stworzenia świata i człowieka, lecz teologicznym ujęciem tej prawdy. Jak wiemy, Stary Testament tworzyły różne tradycje. Pierwszy opis stworzenia świata pochodzi z tradycji kapłańskiej, jest wypracowany teologicznie i bardzo głęboki, natomiast drugi opis, z tradycji jahwistycznej, ma charakter pierwotny - odwołuje się do obrazów i symboli. Te dwie tradycje funkcjonowały przez wiele wieków ustnie, dopiero później były spisywane, a ostatni redaktor, który komponował Pięcioksiąg, z szacunku dla nich nie połączył ich w jedno, lecz zachował obok siebie dwa opisy, a więc dwie teologiczne wizje tego samego wydarzenia. Poemat ubiblijnego o stworzeniu świata i człowieka nie można interpretować dosłownie, lecz według reguł poetyckiego obrazowania. Autor biblijny nie był obecny przy stwarzaniu świata przez Boga i nie chce relacjonować kolejności wydarzeń. Pisarz biblijny pragnie jedynie uwypuklić pewne religijne prawdy: Jedynie Pan Bóg istnieje bez początku i końca. Wszystkie rzeczy materialne i duchowe ? poza Bogiem ? zostały stworzone przez Boga. Człowiek jest koroną stworzenia. Jest w nim obraz i podobieństwo samego Boga, który powołuje człowieka do przyjaźni ze sobą, która trwać ma wiecznie.

Biblia to nie jest kronika. To teologiczna wizja zbawczych wydarzeń spisana przez różnych teologów. Dlatego dla właściwej interpretacji Biblii bardzo ważną kwestią jest odróżnianie gatunków literackich. W Biblii są bowiem rodowody, spisy, opowiadania, sagi, epopeje, przepowiednie, przysłowia, sentencje, napomnienia, wezwania, wyrocznie, alegorie, błogosławieństwa, modlitwy, hymny, psalmy, lamentacje, pieśni, aforyzmy. Są w niej zarówno kronikarskie opisy rzeczywistych wydarzeń, jak i przypowieści, które mniej troszczą się o historyczną prawdę, a bardziej o wnioski moralne i zbudowanie słuchacza. Najlepszym przykładem jest Księga Jonasza, którą w całości należy potraktować jako żydowski midrasz. Księga Jonasza nie opowiada historycznych dziejów proroka, aczkolwiek jest on postacią historyczną, a niektóre wydarzenia mogę być prawdziwe. Autor tej Księgi posłużył się po prostu formułą fikcyjnej przypowieści, aby w sposób udramatyzowany wyrazić prawdy religijne, że Bóg nie jest tylko Bogiem Izraela, że pragnie On zbawienia wszystkich ludzi, że miłością swą obdarza każdy naród i każdego człowieka, a szczególnym przejawem Bożej miłości jest Jego miłosierdzie i gotowość przebaczenia. W Księdze Jonasza Niniwa reprezentuje wszystkie narody pogańskie. Jonasz zaś symbolizuje postawę izolacjonizmu żydowskiego i pogardy do innych narodów. Jest to więc przesłanie dla współczesnych autorowi Izraelitów, którzy "chorowali" na nacjonalizm. Tak naprawdę nie ma znaczenia, że Jonasz nigdy nie został połknięty przez wielką rybę i że cała ta opowieść nie ma nic wspólnego z historią, bo ważne jest orędzie zawarte w tym midraszu. Chrześcijaństwo potrzebowało wielu wieków, aby dojrzeć do przekonania, że nie należy stawiać Pismu Świętemu pytań, na które ono nie odpowiada. Nie ma sensu na przykład pytać, jaki był gatunek ryby, w której Jonasz mieszkał trzy dni, bo Księga Jonasza jest dydaktycznym opowiadaniem, nie zwiazanym z historią. Żeby przekonać się, że Biblia nie jest przekazem historycznym warto przeanalizować Księgę Wyjścia - nasze jedyne źródło wiedzy o wyjściu z Egiptu. Dawniej uważano, że rozdziały od 12 do 15 włącznie są zapisem historycznym, który o tym wydarzeniu opowiada. Tymczasem w ich obrębie występują aż trzy gatunki literackie. Rozdziały 12 i 13 (do wiersza 16) to teksty liturgiczne opisujące, jak należy obchodzić Paschę. Dalszy ciąg rozdziału 13 i cały rozdział 14 to proza epicka, która, nieco wyolbrzymiając, opowiada to, co się wydarzyło. "Wyolbrzymiać" nie oznacza jednak "fałszować". Izraelitom rzeczywiście groziła zagłada, a Bóg uratował ich w ostatniej chwili. Rozdział 15 natomiast jest hymnem przypisywanym Mojżeszowi, choć na pewno nie cały od niego pochodzi. Wielu z tych wierszy Mojżesz nie mógł ułożyć. Za jego czasów nie było bowiem jeszcze filistyńskiej ziemi (w. 14), ani świątyni Jahwe "na górze Bożego dziedzictwa" (w. 17).

Problematyka zwiazana z gatunkami literackimi w Biblii i ze sposobami interpretacji Pisma Świętego jest bardzo rozległa. W tym artykule mogłem tylko zasygnalizować pewne kwestie. Mam nadzieję, że pomogłem w zrozumieniu, jakie jest stanowisko podchodzą biblistów katolickich, do których również się zaliczam.

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20040618030253300