Ojciec Dostatni nie ma racji ganiąc jezuitów za szopkę

śro, 7 sty 2009, 23:29:36

Autor: Jacek Lehr

Wypowiedź ojca Dostatniego o szopce jezuitów  jest nietaktowna. Raz że dotyka innej fraterni zakonnej, dwa że jest bardzo aprioryczna. Pole komunikacji społecznej Kościoła jest dyskusyjne z tej racji, że jest kompletnie niezagospodarowane. W przypadku in vitro problem zaprezentowania wiedzy Kościoła o człowieku jest szczególnie palący. Kogokolwiek pytam, to nie wie, czemu Kościół znowu czegoś zakazuje. Dlatego pomysł pobudzenia wiernych do myślenia o człowieku poczętym w kategoriach antropologii biblijnej i wydarzenia zbawczego, jakim jest narodzenie Światłości był celny.

W bydgoskim Kościele stanęła szopka z napisem: "Chrystus przyszedł do nas w sposób naturalny, a nie przy pomocy fachowców". Obok stoi postać "Lekarza specjalisty od in vitro, od klonowania..." - donosi GW. Pomysł jezuitów skrytykował dominikanin, o. Tomasz Dostatni.

Porozumiewanie się poprzez media przez ludzi Kościoła jest co najmniej dziwne, ale nierzadkie za sprawą Gazety Wyborczej. Wypowiedź ojca Dostatniego mieści się w formacie potępienia, tak charakterystycznego dla medium A. Michnika.

Pomysł jezuitów jest tylko dyskusyjny i to nie w kierunku zakazu lecz doskonalenia i rozwijania medialnej i perswazyjnej inwencji Kościoła. Ojciec Dostatni przypisuje całą wiązkę – niedopowiedzianych, ale implikowanych własną wypowiedzią - złych, manichejskich intencji bydgoskiej parafii: wyręczali media, bo uważali, że zagłuszają one debatę o in vitro.

Procedura medialna w ciągu kilku ostatnich tygodni poważyła się na wycięcie istotnej wiedzy o in vitro jak zachęta Kościoła do inicjatyw zakazujących tę technikę, moralne wątpliwości biskupów, prawne i medyczne luki podważające sens in vitro.

Ojciec Tomasz nie dostrzega jednak gry mediów, które bardzo chętnie zawęziłyby dyskusję etyczną do własnego podwórka, nad którym mają absolutną kontrolę. Ma do tego prawo. Ale niech nie odbiera prawa do odmiennej opinii jezuitom z Bydgoszczy.

Synowie Ignacego Loyoli odkurzyli stare i wypróbowane środki oddziaływania Kościoła, pomimo, że wszyscy nacierają na spin-doktorów i pr–owców. Bardzo mi się to podoba.  Ten nieco archaiczny gest komunikacji rymuje się doskonale z teologiczną treścią o poczęciu i narodzeniu. Grób Pański i Stajenka Betlejemska zawsze wchodziły w dyskurs ze współczesnym człowiekiem. Pytanie, które wzbudziła stajenka – jak bardzo naturalne jest in vitro – poza uruchomieniem szyderczego antyklerykalizmu sprowokowało poważną refleksję, której nie należało prześmiewać.

Jezuicki proboszcz znalazł skuteczny sposób na dotarcie z informacją - głębszą niż warstwa publicystyczna - o stanowisku Kościoła do rzeszy swoich wiernych. To zezłościło redaktorów Wyborczej, tak jak całkiem niedawno próba ratowania poczętego dziecka z Lublina.

Nie podoba mi się oceniający i rozstrzygający ton wypowiedzi dominikanina, której najpoważniejsza racja bytu osadzona jest w znanej powszechnie i dobrze udokumentowanej (np. statystyczną częstotliwością występowania materiałów za i przeciw życiu) wrogości dziennika GW wobec nauczania Kościoła o godności ludzkiego poczęcia.  

Długo będziemy sobie łamać głowę nad tym jak Kościół ma docierać do człowieka owładniętego siecią zbędnych, niedopowiedzianych, przemilczanych, fałszywie zinterpretowanych informacji. Przedsięwzięcia wyraziste, przemawiające do wyobraźni współczesnego człowieka, komunikatywne najlepiej odpowiadają na zapotrzebowanie społeczne i korzystają z najważniejszych reguł wpływu społecznego, co nie jest bez znaczenia.

Jezuitom udało się. Niech ich pomysły duszpasterskie zawsze robią takie zamieszanie.

JL

PS. W duchu solidarności z jezuitami i nauczaniem Kościoła, jako znak sprzeciwu wobec presji GW Groby Pańskie mogłyby nawiązywać do in vitro jak bydgoska szopka


Tajemnica przyjścia Chrystusa ujawniona

Komentarze (0)


Kosciol.pl
http://www.kosciol.pl/article.php/20090107232936725